Korpiklaani „Karkelo”

Wydawca: Nuclear Blast Records

Z Korpiklaani to dziwna sprawa jest. Najpierw nagrali płytę, przed którą niemal klękałem. „Spirit of the Forest”, bo o niej piszę, miała stać się jedną ze sztandarowych krążków folk metalu ostatnich lat. Potem jednak Finowie, jakby się zagubili i kolejne albumy, zawierały co najwyżej średnią muzykę. Zapętlili się w swoim umpa metalowym image i za cholerę nie potrafili/nie chcieli go zostawić.

Przy płycie z zeszłego roku, stwierdziłem, że to dramat i z tej mąki chleba już nie będzie. A to proszę, Korpiklaani mnie zaskoczyło. Zacznę jednak od „ale”, które jednak stało się  zaletą „Karkelo” – najnowszego potomka Finów. Płyta ta jest cholernie nierówna. Z jednej strony mamy, typowy dla zespołu, utwór „Vodka”. Stanie się on pewnie hymnem pijackim metalowców. Dla mnie jednak jest to wtórny i nudny kawałek, któremu nie poświęcę już więcej mojej uwagi. Z drugiej strony Korpiklaani pokazuje, że nawet w tym przaśnym sposobie grania, potrafi zrobić jeszcze perełkę pokroju „Juodaan Viinaa” (cover co prawda, ale jednak).  Środkowa część płyty zapowiada zmianę jakościową w muzyce Finów. Okazuje się, że można spojrzeć na umpa metal, inaczej niż do tej pory. Zespół, który ciężko było traktować inaczej niż po 4 piwach, pokazuje, że potrafi stworzyć muzykę poważniejszą. Z większym ciężarem gatunkowym, że tak sobie pozwolę napisać. Kawałki 6, 7 i 9 moim zdaniem pokazują drogę, którą powinien zespół podążyć. Ciężko więc powiedzieć, że Korpiklaani stworzył płytę wybitną, czy wybijającą się wśród innych albumów tego roku. Zdaje sobie jednak sprawę, że w tym zespole oryginalność, czy poszukiwanie nowej, muzycznej drogi zeszło na drugi plan. To ma być zabawa. Jednak pokazali, że stać ich w tym pijackim, metalowym graniu na poważniejsze nuty. I tym mnie kupili. Nie będę słuchał całego albumu, ale parę utworów, powędruje na moją playlistę.

Jakoś tak wyszło, że opisywałem po sobie dwa fińskie zespoły, których karierę śledzę od samego początku. W małej folk metalowej walce Ensfierum vs Korpiklaani, ten pierwszy jest liczony. Drugi może i poobijany, ale taktyka pijanego mistrza się sprawdza.

Ocena: 6.5/10

Tracklist:

01. Vodka
02. Erämaan Ärjyt
03. Isku Pitkästä Ilosta
04. Mettänpeiton Valtiaalle
05. Juodaan Viinaa (Hector cover)
06. Uniaika
07. Kultanainen
08. Bring Us Pints of Beer
09. Huppiaan Aarre
10. Könnin Kuokkamies (Bonus track)
11. Vesaisen Sota
12. Sulasilmä
13. Kohmelo
Autor

3603 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

2 komentarze

  • O gustach się nie dyskutuje. Ale Twoje pitolenie mnie przeraża. Zaj…..sta płyta zresztą jak każda tego zespołu.

  • Jakby się o gustach nie rozmawiało, to by nikt recenzji nie smażył. Po drugie czytając ze zrozumieniem można zauważyć, że zaskoczyli mnie pozytywnie. Po trzecie w wypadku Korpiklaani syndrom AC/DC czy Motorhead się po prostu nie sprawdza. Muszą nieco zmienić styl. Z zespołami grającymi umpa jest ten problem, że mało który wybija się ponad przeciętność, te same ograne motywy folkowe. Takoż jest w przypadku metalu z folkowym zacięciem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *