Körgull the Exterminator „Reborn from the Ashes”

Körgull the Exterminator Reborn from the AshesWydawca: Vàn Records

Ola, los black/thrahseros! Przed Wami Körgull the Exterminator i ich najnowszy, czwarty krążek. Jakim cudem ukryli się w podziemiu przede mną? Nie wiem. To znaczy, znałem ten zespół, ale jakoś ich płyty mnie omijały, bodaj poza jedną siedmiocalówką.

A tu nowy materiał „Reborn From Ashes” wpadł w me łapeczki. I jest całkiem nieźle – chamski black/thrash metal obwieszony łańcuchami, naszpikowany gwoźdźmi, opasany pasami (ja pierdolę, co ja napisałem…) i utaplany w brudnej rozpuście (to cytat ze Staszewskiego z kolei). Czyli zasadniczo coś, na co cała redakcja kejosa robi „mniam”. Sporo też tutaj klasycznego czarnego speed metalu, zwłaszcza gdy Lilith Necrobitch (ciekawe czy to panieńskie czy po mężu?) piśnie wysoko a dosadnie. Ta muzyka naprawdę może się podobać – ba, ta muzyka mi się podoba, tylko że cholera jasna, jakoś tak szybko wypada mi z makówki. Z drugiej strony – tak długo jak sobie „Reborn From the Ashes” leci, tak długo jebie mnie kwestia oryginalności w muzyce i zachowania rezonu w słownictwie. To jest pierdolony metal, bez zbędnych przemyśleń, onomatopei, metafor i didaskaliów. Prosto, bezkompromisowo, butnie – takie dewizy przyświecają Körgull the Exterminator. I mnie to pasuje, choć nie ukrywam że w tym gatunku są albumy i zespoły, które mi robią lepiej i bardziej (ale nie wspomnę nazwy, bo znów powiedzą, że kolesiostwo, a poza tym i tak się domyślacie, że o Ragehammer chodzi).

No, odrodzili się z popiołów i dobra jest. Gdy człowiek nie ma siły siedzieć i myśleć a jedynie siedzieć, najchętniej przy kuflu, to ten krążek jest zdecydowanie godny polecenia.

Ocena: 7/10

Tracklist:

1. The Rebirth (intro)
2. Reborn from the Ashes  
3. Traitor’s Gate  
4. Hatred Rules Again  
5. The Stalker  
6. Warriors of the Night  
7. Wolf of the Battlefield  
8. Hellstar  
9. Hellish Onslaught  
10. Take This Torch (Razor cover)  
11. Addicted to Madness  
 
Autor

10876 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *