Wydawca: Lost Horizon Productions

Zdziwiłem się bardzo, gdy zobaczyłem, że recenzowałem materiał Kolp aż cztery lata temu, bo zdawało mi się, że nie było to aż tak dawno. Ależ ten czas zapierdala…

Można by rzec, że na świecie wiele się od tego czasu zmieniło, może poza jednym – Kolp nadal trzyma się zimnego i ponurego black metalu. Pamiętam, że „The Outside” opierało się głównie o patenty doskonale znane z płyt Burzum czy Darkthrone. W przypadku „Cured But Not Healed” jest podobnie – powolne, wisielcze marsze w liczbie siedmiu wypełniają ten album niczym czarna kawa mój kubek – po same brzegi. Żeby nie było jednostajnie to są i szybsze kawałki, jak na przykład „Being My Child” – ale co z tego, że jest szybszy, skoro melodie na nim są iście minorowe? Madziarzy dobrze się czują w takim klimacie, ale klimat ten nie jest dla mnie zawsze tak samo atrakcyjny – a to czytający te słowa na pewno wiedzą, bo oklepany frazes „muszę mieć dzień na takie granie” pojawia się w moich ustach równie często co kłamstwo w gębie Karnowskich. Taka prawda – to granie ma swój ścisły krąg odbiorców, a ja się do niego raz zaliczam, raz nie. Ale niezależnie od upodobań – uważam, że Kolp nagrało dobry krążek – melodie są frapujące, czuć w nich faktyczny brak nadziei na to, że jutro będzie lepiej a ja przede wszystkim tego wymagam od zespołów z tego sortu. Ale czy mamy jakiś progres od czasu „The Outside”? Nie wydaje mi się, może poprawiono odrobinę brzmienie, jednak kompozycyjnie jest moim zdaniem bez zmian.

A więc moi mili, jeśli lato jest Wam nie w smak, obnażone dziewczyny zasłaniają Wam widok odległego, smutnego lasu, a kruki wydają się zbyt kolorowe w tym słońcu, to Kolp przyszło z odsieczą.

Ocena: 7/10

Tracklist:

1. Air Decrease  
2. Let the Pale Inside  
3. Being My Child  
4. Pitch-dark Circles  
5. To the Pit  
6. Cured but Not Healed  
7. Decompose (Till Only Skin Remains)