Kat „Without Looking Back”

Wydawca: Pure Steel Records

Z nową płytą powrócił Kat. Po prostu Kat. Wielu na nią czekało, część by wychwalać, część by z góry wyśmiać. No i czekałem ja, fan starego dobrego Kata. Żeby posłuchać i albo położyć na nich laskę, albo dać im szansę.

Ustalmy – jeden i drugi Kat odpierdala manianę i najchętniej zaorałbym oba. Niech panowie sobie grają pod innymi szyldami nie szargając legendy. Ale skoro już ukazało się „Without Looking Back” to przeanalizujmy. A więc tak – na tym albumie nie ma niczego (NICZEGO), co mogłoby się skojarzyć w jakikolwiek sposób ze starym Katem. Kat pana Luczyka w 2019 roku to po prostu takie sobie granie w stylu hard ‘n’ heavy. I cóż mogę powiedzieć – w zasadzie jest to spoko płyta. Melodyjna, wpadająca w ucho, czerpiąca garściami z dokonań Rage („Medieval Fire”), Deep Purple („Wild”) czy Scorpions („The Race For Life”) i innych klasyków. Z tradycyjnie metalowo – rockowym wokalem, mięsistą produkcją, solóweczkami… Ze słowami – kliszami, wszelkimi „Ouuyeahh!!!!” i tego typu wstawkami. No i obowiązkową balladą. To jest taka płyta dla osób, które od metalu wymagają, żeby był melodyjny i miły dla ucha, a równocześnie mocniejszy od Lady Pank. Jest fajna na kilka przesłuchań, ale ostatecznie raczej nudzi. Do tego kapela ma tendencje do rozciągania tych kawałków – płyta trwa godzinę i pod koniec po prostu najzwyczajniej w świecie nudzi. Inna rzecz, że na świecie jest multum zespołów, które brzmią jak dzisiejszy Kat. Natomiast było bardzo mało zespołów, które brzmiały jak klasyczny Kat. Oczywiście, żeby nie było – mi cały czas w tyle głowie świeci lampka z logówką Kat, więc odnosząc „Without Looking Back” do wcześniejszych płyt ten krążek jest po prostu słaby, nie ma startu do albumów nagranych z Romanem – nawet do „Szyderczego Zwierciadła”. Ogólnie więc jestem na nie. Niechby sobie Piotr Luczyk nagrał ten album pod szyldem na przykład…. Hm… Katorga, Katalizator, Katon… No kurwa cokolwiek, niech ma sobie ten człon Kat w nazwie. Ale nie Kat (i tak, drugiego Kata tyczy się to samo). Tutaj już mam niestety odruch obrzydzenia.

Dobra, bo odjeżdżam od tematu, czas podsumować. „Without Looking Back” to przeciętna, acz solidna płyta heavy metalowa. Gdyby nagrał ją nieznany nikomu zespół, ocena byłaby taka sama. A że nagrał ją Kat, to ja – Wyrocznia, mówię KATegoryczne nie.

Ocena: 5/10

Tracklist:

1. Black Night in My Chair
2. Poker
3. Medieval Fire
4. The Race for Life
5. Flying Fire
6. Wild
7. Walls of Whispers
8. Let There be Fire
9. More
10. The Promised Land
Autor

10860 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *