Karnivore „In the Halls Of The Wicked”

karnivore in the halls of the wickedNiektórzy to mają pomysły na nazwę dla kapeli. Karnivore. Czekam teraz na Creator albo Kannibal Korpse. Sprawdziłem – jeszcze takie nie powstały.

Abstrahując od mało wydumanej nazwy zespołu – nowa płytka Szwedów jest „taka o”. Czyli ani mnie ziębią, ani mnie grzeją. „In the Halls Of The Wicked” jest ich drugim krążkiem, trudno mi więc powiedzieć, czy to co na nim słyszę jest postępem, czy też nie. A słyszę tutaj klasyczny, szwedzki thrash/death metal, jaki przewinął się w setkach tysięcy przez tysiące odtwarzaczy różnych recenzentów. Jest melodia, jest trochę agresji, trochę plastiku, trochę zrzynek, trochę… Ta płyta jest właśnie taka trochę – „taka o”. Nie boli jej słuchanie, ale i przyjemności nie sprawia. Jest jak mycie naczyń w letniej wodzie. Zwyczajne i wyprane z emocji. Absorbujące mniej więcej tyle samo uwagi i energii. Ot, za kilka lat, gdy wpadnie mi gdzieś w ucho bądź w oko nazwa Karnivore pewnie będę się musiał dłużej zastanowić, co oni grali i po trzech minutach dam sobie spokój. Czasem tak mam, właśnie z zespołami podobnymi do tej szwedzkiej grupy.

W sumie to ja już nie pamiętam, co działo się na „In the Halls Of The Wicked”. Taki ze mnie Czarnoksiężnik z Krainy OZ – „Opisane – Zapomniane”.

Ocena: 5/10

Autor

11331 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *