Karg „Dornenvögel”

Karg Dornenvögel

Wydawca: Art of Propaganda

Nie ma pomysłu na wstęp. Tak jak Karg na muzykę.

Wyobraźcie sobie następującą sytuację. Siedzicie w swoim ulubionym lokalu. Oczywiście przy barze. Pijając wybrany na dzisiaj alkohol i rozmawiając z barmanką lub barmanem. I w te całkiem przyjemne okoliczności wbija gość. Wygląda na wczorajszego, ale to jeszcze go nie dyskwalifikuje. Wy jednak przeczuwacie, że coś będzie na rzeczy. Zamawia dwie pięćdziesiątki. Wypija. Zamawia kolejne. I zaczyna gadać. A w zasadzie to napierdalać. Jak chujowo ma w życiu. Jak żona/kobieta go zostawiła. A czemu ona to zrobiła? Przecież bił rzadko, a i alkohol starał się z umiarem. A dzieci się nie odzywają. A czemu one to robią? Przecież bił rzadko, a i czekoladę na święta kupił. Następnie kaliber tematów rośnie. A czemu ten świat jest taki kurewski, korporacje nim rządzą, a Wy wszyscy się na to godzicie? A czemu alkohol taki drogi, a narkotyki nielegalne, a to przecież „po tych samych pieniądzach” nałogi. A wraz z upojeniem więcej będzie o polityce, religii, życiu i temu, że nic nie rozumiecie. Tak o wszystkim i o niczym. Pierdoli głównie do siebie. Ale też i do Was, bo jesteście najbliżej jego celownika. W tle leci jakaś muzyka, ale niestety z rzadka się przebija przez to smętne pierdolenie. Na początku olewacie, może nawet jednym uchem słuchacie. Potem zaczyna Was to nużyć i nerwowo bębnicie o blat. Spoglądając jednocześnie na drzwi, kiedy się otworzą i ktoś przyjdzie na ratunek. Potem wieje już nudą. I tak w gruncie na dłuższą metę gość ma irytujący głos. Oczywiście możecie w takiej sytuacji wyjść, olać pacjenta, lub dać mu zrozumienia, żeby spierdalał. W większości wypadków ni chuja to do niego nie dotrze (ale to już na inny temat). I tak to mniej więcej jest z nowym materiałem Karg. Godzina i szesnaście minut smętnego pierdolenia wokalisty, które jest na pierwszym planie, tylko w niektórych miejscach dając się przebić muzyce. Ta jakoś bardzo mocno nie odpływa od tej prezentowanej w drugiej kapeli w jakiej udziela się nasz wokalista, czyli Harakiri for the Sky. I mimo wrodzonej ciekawości nie chce mi się sprawdzać jak to w przypadku Karg wyglądało wcześniej. Wracając do wspomnianego wokalu, to o ile w przypadku recenzowanego przeze mnie ostatniego albumu Harakiri for The Sky nie był on jakimś problemem, to tutaj owszem jest. Są pewne fragmenty, które potrafią zainteresować, kiedy do głosu w większym stopniu dochodzi muzyka, ale jak na obszerność materiału jest ich niewiele.

Gdybym miał jednym słowem opisać piąty duży krążek Karg, brzmiałoby ono „Nuda”. Jeśli byłyby do dyspozycji jedynie dwa, napisałbym „Wielka Nuda”. Miałem jednak możliwość poznęcać się nad tym materiałem dłużej i z radością to wykorzystałem.

Ocena: 4/10

Tracklist:

01. Drangsal
02. La tristesse durera toujours
03. Petrichor
04. L’appel du vide
05. Meine Freiheit war ihr Tod
06. F 19.5
07. Heimat bist Du tiefster Winter
08. Advent

Autor

3505 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

2 komentarze

  • ten opis w recenzji mnie tak rozbawił, że aż posłuchałem tej płyty z ciekawości 🙂
    10/10 dla recenzenta 🙂
    Dziwne, ale ten album zbiera wszędzie raczej same pochwały. Ma 8/10 albo 4,5/5 w różnych „reviewach”.
    Miało być chyba melancholijnie i epicko, ale wyszło jak wyszło… wokal jest jak gwizd z doopy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *