Kalmankantaja / Oþalan „Kalmankantaja / Oþalan”

Kalmankantaja Oþalan Kalmankantaja OþalanWydawca: Wolfspell Records

Jako, że do wakacji jeszcze chwilka, to na warsztat weźmiemy dźwięki adekwatne do aury, która – wiadomo – w lutym nie rozpieszcza. Czyli będzie smutno i szaro, choć może nie tak do końca.

A smutek i szarość wprowadzą odpowiednio: fińska Kalmankantaja i szwedzki Oþalan. Od razu powiem, że nie znałem wcześniej żadnej z tych kapel. Przy Szwedach to zrozumiałe to ich pierwszy materiał. Finowie zaś wydali już tyle materiałów, że obdzielił by pewnie z pół wioski. Pod warunkiem, że to mała wioska, ukryta gdzieś w zasnutych mgłą górach. Finowie zaserwowali nam dwa numery. Jest to depresyjny black metal z wpływami pagan metalu. Cóż, każdy wie, jak to brzmi. Jest dość wolno, ale jakieś melodie słyszymy. Jest surowo, ale nie jest to śmierdząca piwnica, raczej las wieczorową porą (tam też jest surowo, jeśli ktoś z Was jeszcze nie miał okazji). Obydwa numery Finów trwają po dziewięć minut, więc ilościowo jest sporo. Jakościowo – też, o ile ktoś lubuje się w takiej właśnie odmianie muzyki. Dla mnie może być, na takie wieczory jak dzisiejszy – jest to przyjemna odskocznia od dzikiego napierdolu, którym katowałem się na przykład jeszcze dwie godziny temu na siłowni. Bardzo podobne wrażenie odnoszę w przypadku Oþalan, choć może oni siedzą głębiej w muzyce stricte pagan metalowej. Ich część splitu rozpoczyna się ćwiergoleniem ptaszków i akustyczną gitarą, za to potem… nie powiem, że nabiera rumieńców, bo to mało blackmetalowo, ale jakby jest żwawiej. Choć może pod względem produkcji to ich część mniej mi leży, bo to takie strasznie brzmiące, jak wczesne rzeczy od Behemoth na przykład (jak napiszę o Behemoth to pewnie więcej osób skojarzy, hehe). Przynajmniej tam, gdzie w jednym momencie mamy szybkie napierdalanie w kartonową perkę, wokal, klawisz i gitarkę akustyczną. Zbyt duży chaos tam się dzieje. Lepiej już jest w „Solens återkomst”, bo jakby tych akustyków mniej, to i słucha się lepiej. Ogólnie Szwedzi też nie odznaczają się niczym od innych zespołów z grona pagan metalowej sceny. Ale zapaleńcy biegania po lesie z walkmanem na uszach wieczorową porą pewnie będą kontent.

Fajna ta kooperacja. Całkiem przyzwoita do posłuchania wieczorami, jeśli w jakimś stopniu taka muzyka satysfakcjonuje Wasze gusta. I w sumie to trudno mi się zdecydować, który zespół wypadł lepiej, dlatego ocena tym razem będzie łączna.

Ocena: 7/10

Tracklist:

1. Kalmankantaja – Hetki kuolemassa  
2. Kalmankantaja – Ikuiseen tuleen  
3. Oþalan – Dimma i den norra skogen
4. Oþalan – Solens återkomst
5. Oþalan – Gokötta

 

Autor

11330 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *