Labyrinth Entrance „Monumental Bitterness”

Wydawca: Godz ov War Productions

„No, w końcu musiało się to stać” – pomyślałam podczas pierwszego odsłuchu „Monumental Bitterness”. Ostatecznie w ciągu poprzedzających kilkunastu miesięcy Greg w ramach Godz ov War wydał wręcz nieprzyzwoitą ilość płyt na poziomie i ponad poziomem. W tym moją osobistą płytę roku oraz album uważany powszechnie za zwycięzcę w kategorii „Polska”.

Tutaj również sprawa na pierwszy rzut oka zapowiada się dobrze. Doświadczony muzyk, okładka Kamudy, logo Szpajdla, wiadomy Wydawca – 8/10 na starcie jak nic. Tymczasem trzy pierwsze utwory z debiutanckiego krążka Labyrinth Entrance nie zrobiły na mnie większego wrażenia. Ot wpadły jednym uchem, wypadły drugim. Niestety sprawa nie jest taka prosta i zanim kurz opadł, zorientowałam się, że materiał ten będzie wymagał ode mnie dużo więcej czasu i uwagi, niż początkowo się zdawało. „Canto 0” pełni funkcję intra, a „Canto I” i w sumie większość „Canto II” to dość monotonne (przy czym trwa to piętnaście minut), utrzymane w średnich tempach wałki. Przy „Canto III” sprawa zaczyna się komplikować. Dostajemy tu bowiem znacznie szybszy utwór, z lekko wyczuwalnym posmakiem zespołu na M., który przez te przeszło osiem minut nieustannie ewoluuje. Gładko płynie przez różnorodne muzyczne rejony, miejscami dostarczając fragmentów zaskakująco chwytliwych. Potem w utworze numer cztery mamy trochę heavy metalu i parę zmian tempa. Dochodzimy do mojego ulubionego kawałka, czyli piątki, z którego wreszcie możemy zaczerpnąć nieco blackmetalowego obłędu. Być może właśnie tego i czystej agresji brakuje mi w poprzedniej części płyty. Bo gdybyśmy dostali więcej takiego grania, nota byłaby z pewnością wyższa. „Canto V” nie jest jakoś specjalnie krótszy od pozostałych utworów na płycie, a zdaje się, jakby trwał połowę. Zwyczajnie nie męczy.

Jest możliwym, iż takim rozbieraniem na czynniki pierwsze robię. krzywdę tej płycie, bo z pewnością jest ona pomyślana jako zwarta, harmonijna całość. Wyczuwam tu jednak jakiś mankament i to na tyle poważny, że prawdopodobnie nie będę do tego albumu zbyt często wracać. Czyżby poprzednie wydawnictwa Godz ov War aż tak wyśrubowały moje oczekiwania? W końcu nie jest to zła płyta. Koniec końców jednak, zbyt dużo tu dla mnie monotonii, a za mało szaleństwa.

Ocena: 6/10

Tracklist:

1. Canto 0
2. Canto I
3. Canto II
4. Canto III
5. Canto IV
6. Canto V

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *