Iubaris „Magnum Coeptum Satanicum”

Wydawca: Black Death Productions

„Ale gówno recenzuję” rzekł Ef. „Takie życie” odparłem przyzwyczajony do jego marudzenia. „A co to?” – zapytałem, pragnąc podtrzymać konwersację. „XXXXX” odpowiedział, ale Wam nie powiem co to było, żeby nie zepsuć niespodzianki. „Aha. Ja robię Iubaris co mi dałeś. Ale też nie będzie kurwa laurki” powiedziałem i wziąłem kolejny łyk kawy.

Magnum Coeptum Satanicum” – już sam tytuł jest groźny w chuj, złożony jak muzyka i tak samo nieżyciowy. Cóż, dziś faktycznie nie będzie laurki. Iubaris zebrał bowiem na jednym krążku całą swoją dyskografię, czyli EPki w liczbie dwóch, które niestety nie powalają. Co ja mówię, nudne są jak wszystkie części „Matrix’a”. A muzycznie to takie trochę ni przypiął ni przyłatał – umówmy się, że osnową jest tu black metal. Ale przeplata się go z death/doom’em, a przez partie klawiszowe to nawet i gothic może przyjść na myśl. Ogólnie – wszystko i nic zarazem. Sam początek nie wiedzieć dlaczego kojarzy mi się trochę z jednym kawałkiem z „Requiem” Bathory (chyba „Necroticus”, ale głowy nie dam), potem lecimy bardziej symfonicznie, potem agresywniej – gitary rżną aż trzeszczy, a perka puka szybciuteńko. Potem kończy, bo panowie wchodzą w zwolnione tempo numeru „Terra Incognita”, który kończy się wyciszeniem, a następny po nim zaczyna się również ciszą, i tak ta cisza między nimi trwa pewnie z dwie minuty. Pogratulować pomysłu. A potem dostajemy materiał z wcześniejszej EPki, czyli „Ars Sathanae I”. O dziwo, słucha się tego lepiej, muzyka jest bardziej strawna, z większą dozą energii, choć i tak do ideału daleko… Bo już przy kawałku „The Journey” nuda znów w pas się kłania, zaś tytułowa podróż jest równie porywająca jak taborem PKP na linii Rzeszów – Gdańsk. Sytuacja jest niezmienna mimo „urozmaiceniom” w postaci pianina/fortepianu… I tak już w zasadzie do końca tego fragmentu płyty. Bezpłciowo i nudnie, tyle Wam powiem o obydwu EPkach, które tutaj upchnięto. Ale, ale – w ramach bonusu Iubaris dorzuciło dwa akustyczne kawałki. Po co, pytacie? No też się zastanawiam – uśpić do końca mnie nie uśpią, bo kawę skończyłem, to i kofeinka zadziałała. No ale są, więc niech już będą.

Powiem tak – dla mnie ta płyta to strata czasu i aż dziw bierze, że Black Death Productions porwała się na wydanie czegoś takiego. Pora zarzucić coś na odtrucie. Szatana nie stwierdzono.

Ocena: 3/10

TRacklist:

1. The Winnowing  
2. Swamp Fall Burial  
3. Day of December  
4. Terra Incognita  
5. Ars Sathanae II  
6. Antigod  
7. Rising Flame  
8. The Journey  
9. Rebirth  
10. Ars Sathane  
11. The Journey
12. Rebirth

 

Autor

9683 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *