Iskald „Shades of Misery”

Wydawca: Indie Recordings

Wpadł mi w łapy debiutancki album młodej kapeli nazwie Iskald. Kapela pochodzi z Norwegii, czyli black metalowego centrum świata, hehe. Cóż więc na „Shades Of Misery” się znajduje? No przecież, że black metal, bo cóż innego hehe…

Materiał, który wypełnia „Shades Of Misery” został nagrany przez Norwegów ponad rok temu, lecz teraz wznowiła go Indie Records, ale może jakoś to wspólnie przebolejemy. Dobra, na sam początek plusik za ciekawą okładkę, którą zresztą możecie zobaczyć obok. Zimne, kolory zwiastują nam, co też usłyszymy wewnątrz, po odpaleniu płytki. Iskald gra bowiem lodowato zimny, jak to określa wytwórnia, black metal. Tylko, że jest jeden problem. Słucham sobie tego debiutu już któryś raz z kolei i im dłużej ich słucham, tym bardziej mi się ta płyta nudzi. I właściwie to nie wiem, dlaczego. No bo na krążku mamy dziewięć utworów (a właściwie to osiem, bo „Hymn Of Desolution” to intro), utrzymanych zasadniczo w średnich tempach, ale i trochę wolnych oraz bardzo szybkich na tym albumie możemy znaleźć. Owe kawałki są odegrane są poprawnie i nienagannie warsztatowo. Riffy kojarzyć się mogą niektórym z Immortal (zwłaszcza w szybszych i średnich tempach), ale i z innymi mniej lub bardziej znanymi kapelami. Cóż jednak z tego, jeśli to wszystko jest odegrane tak jakoś bez życia? Nie wiem, może to moje dzisiejsze apatyczne nastawienie do świata determinuje taką właśnie percepcje dźwięków prokurowanych przez Iskald… Ale wina leży chyba też po stronie Norwegów, bo jak dla mnie to te ich kompozycje zawarte na „Shades Of Misery” są zbyt jednostajne. Nie jest to bynajmniej jakieś ostatnie dno, gdyż od biedy to mogę tu znaleźć kilka dobrych fragmentów, ale jak to mówią obeznani w temacie – jeden stosunek playboyem nie czyni. Po prostu bolączką Iskald jest to, że płyta, której właśnie słucham, nudzi mnie, ciągnie się i długo nie kończy (mimo niespełna 45 minut materiału) i w ogóle mnie w ogóle nie porywa. A w muzyce to podstawa.

Oj, powiem Wam, że wymęczył mnie ten Iskald. I wcale nie w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Ja już dziś wiem, że będę bardzo rzadko sięgał po „Shades Of Misery”, o ile w ogóle będę. No a wy to jak tam już chcecie, ale w gatunku czarnego metalu istnieje wiele więcej bardziej wartościowych albumów.

Ocena: 6/10

Tracklist:

1. Hymn of Desolation
2. The Shadowland
3. Eden
4. Lokes Dans
5. Då Gjallarhorn Song
6. Pesten
7. Shades of Misery
8. Warriors of the Northern Twilight
9. When Hell Freezes Over
Autor

9896 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *