Inferno / Devathorn „Zos Vel Thagirion”

Wydawca; World Terror Committee Productions

I to moi mili jest przykład splitu w połowie fajnego. Rzadko mi się takie trafiają, ale jednak się trafiają. Ale to że Czesi rozczarowali mnie jakiś czas temu, o tym chyba wiadomo.

Zacznijmy jednakże od początku – Devathorn pochodzi z Grecji, a z kolei muzyka z tamtej strony świata zawsze miło mnie łechce. No, prawie zawsze. Ale oni akurat potwierdzają tę regułę, nawet jeśli nie brzmią typowo po grecku. Dwa utwory zawarte na „Zos Vel Thagirion” są majestatyczne i brzmią naprawdę potężnie, równocześnie bardzo nienawistnie. Szczerze? Czasem kojarzy mi się to z polską sceną i Mgłą, Kriegsmaschine, a w drugim z utworów wręcz z… Behemoth. Na szczęście tym z „The Satanist”. Te porównania nie są – w moim przypadku – zarzutem. Ma to swój klimat, poza tym Grecy wiedzą jak umiejętnie połączyć black metalowe pierdolnięcie srogich riffów z bardziej połamanymi rzeczami, które chwilami oscylują gdzieś tam na styku occult metalu. Tak czy inaczej tych dwóch utworów Devathron słucha mi się z przyjemnością. A potem zaczyna się część Inferno i mam z nimi olbrzymi problem. Bo już chuj z ich nagłą transformacją z biegających po słowiańskim lesie black metalowców w prostych corpse paintach w uduchowionych gnostyków. Za tym poszła też muzyka, co oczywiste – z surowego black metalu w poszukujący i klimatyczny. No ale mnie po prostu to nie chwyta za serce ani za jaja. Fajnie to jest wyprodukowane, ale piętnaście minut jednego utworu jednak wymaga tego czegoś, co przykuje uwagę słuchacza. U mnie starcza tego na zaledwie kilka minut… Strona Inferno jest dwa razy dłuższa, ale i nudzi się zdecydowanie szybciej. Inferno się stara, ale jak słucham ich numerów na tym splicie to zaczynam ziewać. Nie wiem, czy muzycy po prostu nie czują tej muzy, czy to ja jestem na to zbyt tępy. Ale nie, dziękuję. Nawet w trakcie pisania tej recenzji zacząłem już myśleć, co włączyć sobie po stronie Inferno…

No cóż – trochę ryzyk fizyk ten split. Bo obie strony od siebie dość mocno się różnią i albo przypadną Wam do gustu obie kapele, albo tylko jedna (która?), a możliwe nawet że żadna z nich. U mnie Devathron zdecydowanie przoduje, Inferno odpuszczam.

Ocena: 8/10 i 5/10

Tracklist:

1. Devathorn – Azazyel Iscariot
2. Devathorn – Omphalos
3. Inferno – The Solitary Immersion into Autarchic Silence
4. Inferno – Zos Vel Thagirio
Autor

10476 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *