Inferius Torment „Ceremony of Godslaying”

 

Wydawca: Word Terror Commietee

Właśnie wybrzmiały ostatnie dźwięki „Unbaptized Flames”. Hmmmmmm…. zamyślił się Ef, grzebiąc przy tym zaciekle palcem tam, gdzie prawdziwi metalowcy zwykli szukać odpowiedzi w chwili konsternacji, gdy z głośników leci coś, co niekoniecznie ich przekonuje.

 

Moje uczucie zdziwienia jest tym większe, że bodaj w grudniu recenzowałem debiut Inferius Torment  i oceniłem ich całkiem wysoko, mimo niedoróbek, które mieli. Problem polega na tym, że muzyki za cholerę nie pamiętam, a płytę mi gdzieś wcięło. Skutkiem tego nie będzie porównania. Poza jednym: bardziej podszedł mi debiut. I drugim: na pewno drugi krążek jest – takie mam niejasne przypomnienia w głowie – bardziej zaawansowany niż to co było wcześniej. Problem polega na tym, że prezentuje muzykę, która mi – jeszcze w takim aranżu – nie podchodzi. Black – dość dowolnie zinterpretowany, więc sztywnych ram kanonu nie macie się co spodziewać + sporo deathu + plus sporo słodyczy, powiązanej chociażby z jakimiś samplowymi chujkami (czy też chórkami). Dziada i baby brakło. Żeby jednak na mieście nie mówili, że się znowu przypierdalam, bo na niczym grać nie umiem, a mordent od arpeggio nie odróżnię, to parę miłych słów. Po pierwsze, panowie wykazują zaangażowanie i w niektórych momentach muzyka, którą proponują jest naprawdę mocno energetyczna i agresywna, chociażby utwór pierwszy. Generalnie rzecz biorąc, kawałki do czwartego włącznie są słuchalne w zasadzie bez popity. Chociaż w ostatnim z nich jest wspomniany „chór”. Potem również nie jest źle, chociaż nie wiem czy to nie przez zmęczenie materiału, pozostała część krążka mnie osobiście nie podchodzi. Problem z „Ceremony of Godslaying” jest taki, że Inferius Torment ma sporo pomysłów i za dużo naraz chce ich pokazać.

 

Dzisiaj nie będzie podsumowania. Zazwyczaj takowe wpada mi, zaraz po tym jak skończy się ostatni utwór z płyty, a dzisiaj tak nie było. Jest pustka i uczucie niedosytu, które pewnie pozostanie na pewien czas. Aż mój mózg wykasuje zbędną dla niego, muzykę i przy trzeciej płycie znowu będę dumał „co oni kurwa grali wcześniej”.

Ocena: 5.5/10

Tracklist:

01. Agnus Dei
02. Evangelical Key
03. Diabolcal Perversity
04. Sola Scriptura
05. Archangelic Seals
06. Evil Manifestos of Satan
07. Funeral of Christian God
08. Unbaptized Flames

 

Autor

3658 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

2 komentarze

  • Z tego co pamiętam ich debiut cierpiał na kilka przypadłości: koszmarna perkusja, i nieco oklepane riffy. Były jeszcze owieczki i różne samplowane wstawki – ale tu co kto lubi. Generalnie było dużo pomysłów na raz.

    Pozytywnie natomiast wypadał wokal.

    P.s. ?co oni kurwa grali wcześniej? – zastrzeż ta nazwę zrobimy jakiś talent show:]

  • No to tu jest lepiej pod tym względem, ale debiut nadal jestem przekonany do mnie bardziej przemówił;]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *