Wydawca: Arachnophobia Records

Jestem w szoku. I to w podwójnym szoku. Po pierwsze – z uwagi na dość mocny (ale nie tak jak niektórzy twierdzą) skręt In Twilight’s Embrace w stronę black metalu. A po drugie – bo pomimo wszystko panowie nagrali chyba najlepszy krążek na polskiej scenie w tym roku.

I tak – już na wstępie Wam powiem, że mam w dupie wszelkie oskarżenia o podążanie za modą tego zespołu (wiadomo, kolesiostwo). Po drugie, może rzeczywiście w porównaniu do wcześniejszych materiałów „Vanitas” ma silne black metalowe wpływy, nie mniej jednak Cyprian z ekipą bynajmniej nie zaczęli grać black metalu. Choć faktycznie w kilku numerach (przede wszystkim bardziej na początku płyty niż przy końcu) słychać wpływy Mgły na przykład. A z drugiej strony większość osób okrzyknęła już In Twilight’s Embrace klonem tej kapeli na podstawie numeru, który póki co jest dostępny w sieci, czyli „As Future Evaporates” – a w tym z kolei to ja słyszę więcej wpływów takiego Dissection. No i poza tym jednak na moje ucho to szwedzki death metal cały czas jest tu w większości, choć nie jest już tak oczywistą inspiracją jaką był na „The Grim Muse”. Z drugiej strony uważam „Vanitas” za album po prostu lepszy od poprzednika, któy przecież też był naprawdę świetnym kawałkiem metalu. „Vanitas” pokazuje, że wpływy In Twilight’s Embrace są po prostu szersze niż At The Gates czy Edge of Sanity (których echa na przykład fajnie pobrzmiewają w takim „Trembling”, ale zgodzę się, że jakieś black metalowe wpływy w nim też są wyczuwalne). Wydaje mi się, że brzmienie w jakie ten album został ubrany wpływa też po części na odbiór In Twilight’s Embrace i próby naklejenia im łatek klonów tego czy innego zespołu, bowiem „Vanitas” nie brzmi już jak materiał z Sunlight Studio. A że i inspiracji tutaj wiele, do tego różnorakich, to część recenzentów i słuchaczy wybrała tę najprostszą do nazwania. Niemniej jednak Poznaniacy tak cholernie umiejętnie połączyli je wszystkie całość, że moim zdaniem wyszedł im album idealny, wręcz doskonały. Wydawca podesłał mi go jakiś czas temu i od tego czasu przesłuchałem go wielokrotnie (album, nie wydawcę) i nie znalazłem na nim ani jednego słabego punktu. Ani przez chwilę też mi się „Vanitas” nie nudzi, wręcz przeciwnie – im więcej go słucham, tym bardziej się wkręcam w te numery.

No i nie potrafię sobie przypomnieć, czy dałem tak wysoką notę w tym roku jakiejś płycie z Polski. In Twilight’s Embrace na pewno na nią zasłużyło i powiem Wam jedno – wyczekujcie premiery.

Ocena: 10/10

TRacklist:

1. The Hell of Mediocrity  
2. Fan the Flame  
3. As Future Evaporates  
4. Trembling  
5. Flesh Falls, No Ghost Lifts  
6. Futility  
7. The Rift  
8. The Great Leveller