Impiety „Worshippers Of The Seventh Tyranny”

Wydawca: Agonia Records

Kurwa mać, ciężka sprawa z tym nowym Impiety, a przynajmniej dla kogoś, kto klęka przed ich wcześniejszym krążkiem. Bo jeśli takie zespoły zaczynają obecnie eksperymentować ze swoją muzyką, to koniec świata, jak mawiał dozorca Popiołek.

Spokojnie, nie usłyszycie na „Worshippers Of The Seventh Tyranny” klawiszy albo elektroniki. Jednak Shyaithan poczynił dość odważny krok, a mianowicie na krążku nagrał jeden jedyny długaśny numer tytułowy. Trzydziestoośmiominutowy kawał metalu spod znaku Impiety, wyobrażacie to sobie? Ponadto zespół zwolnił – wiele fragmentów nie wychodzi tu poza średnie tempo, a przecież wszyscy wiemy, jaką nawałnicę potrafiło nagrać w przeszłości Impiety. Mimo tych wszystkich zmian, „Worshippers Of The Seventh Tyranny” nie jest albumem złym, lub takim, który zdradziłby metalowe ideały, hehe. Nie wiem, czy to przez to całe zaskoczenie, ale bardzo dużo razy musiałem przesłuchać ten album i cholera jasna, nie jestem do niego do końca przekonany, tak jak od razu zaskoczyło „Terroreign (Apocalyptic Armageddon Command)”. Obecnie Impiety wyraźniej ciąży w stronę death metalu, choć zdarzają się i thrash metalowe zagrywki. Kiedy indziej natomiast można dosłuchać się czegoś a’la Celtic Frost (oby za kilka lat ten krążek nie stał się ich własnym „Cold Lake”, hehe). Sporo tutaj też instrumentalnych motywów, które mają chyba zastąpić tradycyjne pauzy pomiędzy utworami. Ogólnie Impiety spuściło jakby z tonu, agresję zastępując po części kreowaniem odpowiedniej atmosfery. Cóż, skoro tak chcieli nikt nie może im tego zabronić, ale dla mnie ich muzyka straciła sporo impetu i nienawiści, chwilami stając się po prostu nudną.

Dziwny to krążek i dziwna sprawa, że po dwudziestu latach Impiety wzięło się na takie eksperymenty. Ale może to tylko jednorazowa sprawa. Jest dobrze, ale to nie to samo. Czekam na ich kolejną pozycję, bom ciekaw, jak to się rozwinie.

Ocena: 7/10

Tracklist:

1. Worshipers of the Seventh Tyranny

Autor

11165 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *