Ignominious Incarceration „Of Winter Born”

Wydawca: Earache Records

Ja Cię pieprzę, z tą terminologią to idzie oszaleć. Człowiek widzi, że coś gra death metal, pomyśli, że Coś jak Cannibal Corpse, włączy, a tu melodyjne szczochy. Albo na odwrót. Przeczyta, że melodyjny death metal, zrazi się, włączy. A tu całkiem spoko muzyka. Jak w przypadku Ignominious Incarceration.

Z tą nazwą tez się pomęczyłem, żeby ją przepisać, a jeszcze lepiej nauczyć się jej, niech ich drzwi ścisną. Ignominious Incarceration, czyli zespół którego nazwy nie da się wymówić po pijaku, to kwiat brytyjskiej młodzieży, który miał tyle szczęścia, iż trafił pod opiekuńcze skrzydła swojej rodzimej Earache Records. To jest chyba ten zgubny dla Europy protekcjonizm, o którym mówiło ostatnio nasze Słoneczko Peru, co? Nie ważne, ważne, że Dig wie, w co wkładać pieniądze w czasach kryzysu. Bo normalnie „Of Winter Born” podoba się takiej wybrednej marudzie jak ja. Ten death metal rzeczywiście nie jest może najbrutalniejszy, ale nie można powiedzieć, iż panowie są kolegami po fachu takich wyierdków jak te wszystkie metalcore’owe „rewelacje”, dla żartu tylko przybierające przedrostek „death”. Na „Of Winter Born” znajdujemy dziesięć utworów, dość złożonych technicznie i rzeczywiście jak na death metal to całkiem łatwo zapadających w pamięć. Ale nie ma tu zwolnień i wyjących refrenów, czystych wokali (choć głos Andy’ego jest dość czytelny) czy klawiszowych wstawek. Owszem, chłopcy wyglądają jak z katalogu, są ładnie ulizani, ale jak dla mnie to potrafią przypierdolić. Daleko im do wszelkich zespołów, kończących się na „-tion”, ale już na przykład z takim Vader chwilowo mi się to kojarzy. Ba, dalekie skojarzenia, głównie z uwagi na pewne rozwiązania melodii oraz wspomniany wokal, biegną też na przykład w stronę Arghoslent, ale to akurat bardzo naciągane skojarzenie jest. No i muszę przyznać, że sporo patentów może i jest zbliżonych do kapel ze Szwecji, parających się melodyjnym deciorkiem, ale spieszę nadmienić, iż chodzi o ich najmocniejsze wcielenie, bardziej „death” niż „melodic”. Ponadto bardzo dobre brzmienie i utwory zagrane z pomysłem. Może się podobać i tak jest w rzeczywistości.

Morał z tej recenzji płynie taki: nie zrażajcie się moi drodzy od razu po przeczytaniu, iż coś jest melodyjne. Jak uczy nas życie, czasem za takim przymiotnikiem kryje się całkiem mocna płytka, czego empirycznym dowodem jest „Of Winter Born”. Nie zabija, ale przy odrobinie szczęścia poturbuje.

Ocena: 4,5/6

Tracklist:

1. Avarice
2. Deeds of Days Long Gone
3. Elegance in Aggression
4. Saviour
5. Of Winter Born
6. Solitude
7. Dynasty Damnation
8. Tide of Pestilence
9. In the Face of Absolution
10. Elusion of Mortality
Autor

11751 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *