Horna “Sanojesi Äärelle”

Wydawca: Debemur Morti Productions

No i kolejne wydawnictwo Horna. Ciekawe, czy sami członkowie zespołu potrafiliby określić, które to już ich wydawnictwo z kolei. Tym razem to jednak nie następna epka czy split, a pełnowymiarowy album. Do tego podwójny.

Nie będę kłamał, że znam wszystkie ich dokonania, czy nawet połowę z nich. Ale było nie było, nakładem Debemur Morti Productions ukazał się ich siódmy duży krążek, za który ochoczo się zabrałem. „Sanojesi Äärelle”, bo tak nazywa się album, to pokaźna porcja prostego black metalu, opartego na klasycznych wzorcach. Pokaźna, bo obie płyty trwają łącznie niemal półtorej godziny. Jeśli ktoś miał już z tymi Finami do czynienia, na pewno nie będzie zdziwiony nagłą zmianą stylu, bo takowej po prostu tu nie ma. Nadal jest to raczej szybki black metal, ale nie wyzuty z pewnej dozy melodyki, wystarczającej do odróżnienia od siebie poszczególnych utworów. Chyba tylko wyjątkowy muzyczny ignorant miałby z tym problem. Horna zasuwa do przodu w pięknym stylu, a chwytliwe riffy od razu wskakują w pamięć („Askeesi” czy „Merkuriana”). Nie ma siły, żeby przy tych utworach dynka sama nie kiwała się w rytm muzyki. To właśnie lubię w tej płycie, i w muzyce Horna w ogóle – Finowie potrafią połączyć agresję z melodyką, oddając przy tym hołd starej szkole i sporo dorzucają od siebie. „Orjaroihu” to świetny przykład wymieszania wpływów prastarych dokonań Bathory (otwierający riff) z późniejszymi black metalowymi produkcjami i własnym piętnem Horna. Duże tempo narzucone przez zespół na szczęście nie kończy się na niestrawnej galopadzie, ale gdzieniegdzie mamy też miejsce na chwilę oddechu, bo Horna zwalnia tempo i wchodzi na lekko melancholijne rejestry, z tym, że są to raczej śladowe wybryki. Produkcja oczywiście ukierunkowana na lata dziewięćdziesiąte, więc zapomnijcie o krystalicznym brzmieniu, zarówno na pierwszym dysku, jak i na drugim – z tym, że słyszalne są różnice pomiędzy nimi, mnie zaś chyba pod tym względem pasuje drugi krążek. I nawet co do długości trwania tego materiału nie mam większych zastrzeżeń, bo jakoś to tak przelatuje to szybko, mimo, iż niektóre kawałki to mają po dziesięć minut. Ale to chyba znaczy, że album jest dobry, prawda?

Podoba mi się to „Sanojesi Äärelle”, pomimo, że obawiałem się szczerze mówiąc długości tego materiału. Z drugiej jednak strony – w końcu to Horna, więc moje obawy były trochę nieuzasadnione. Jak się po kilku odsłuchaniach okazało – zupełnie nieuzasadnione.

Ocena: 5/6

Tracklist:

Disc 1
1. Muinaisten Alttarilta
2. Verilehto
3. Mustan Kirkkauden Sarastus
4. Katseet
5. Askeesi
6. Sanojesi Äärelle
7. Orjaroihu
8. Risti Ja Ruoska
9. Wikinger (Pest cover)
10. Merkuriana
Disc 2
1. Liekki Ja Voima
2. Ruumisalttari
3. Musta Rukous
4. Baphometin Siunaus
Autor

12473 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *