Hiranya „Breathe Out”

Wydawca: Rock CD Records

Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy pisze do Was ktoś z instytucji co nazywa się Blood Fire Death i chce Wam wysłać promówki. W myślach zacieram łapska na jakieś dobre black, czy deathmetalowe sztosy. A gdy już płyta ląduje w skrzynce pocztowej i nareszcie ją odpalacie, dostajecie niczym obuchem w łeb.

Kto kurwa wysłał mi album Hiranya, która para się – uwaga – melodyjnym death metalem łamanym przez metalcore łamanym przez metal a’la Nightwish czy Evanescence. I jakim cudem ktoś kurwa zawarł na jednym albumie wszystko czego nienawidzę w metalu? Kto znał wszystkie moje słabe punkty i pięty achillesowe? Jak można na jeden album upchnąć emodeath screamy, czyste damskie wokale, słodziutkie inflamesowe przyspieszenia, melodie tak mdłe, że cofa mi się wadowicka kremówka, którą zjadłem w mieście papieża na wycieczce w liceum, a do tego niby elektroniczne wstawki? No kurwa jak?! Ja pierdolę, ja już nienawidzę tej płyty. Debiut zatytułowali „Breathe In”, dwójka nosi tytuł „Breathe Out”. Czyli oni tak z premedytacją chcą mnie wkurwić slesz załamać moją wiarę w muzykę slesz obie wersje są poprawne. Całości nie ratuje nawet (uwaga – seksizm!) uroda wokalistki i jej niezłe ciało. Paszli won!

Krótka piłka – jesteś czytelnikiem Chaos Vault i mniej więcej trafiamy Ci w gusta recenzowanym stuffem? Nawet kurwa nie patrz w stronę Hiranya.

Ocena: 2/10

Autor

12006 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *