Wydawca; Dark Descent Records

No i najwyższa pora, ażeby po niemal dekadzie działania nowozelandzki Heresiarch wydał nareszcie debiutancki album. Jeśli spotkaliście się z którymkolwiek z wcześniejszych wydawnictw tej grupy to wiecie, że trzeba jak najszybciej udać się do schronu.

„Death Ordinance” to dziewięć bomb spuszczonych na wasze domostwa, jedna po drugiej. Bez ostrzeżenia i bez litości. Jeśli ktoś nastawiał się, że nowy materiał Heresiarch będzie podobnie jak wcześniejszy „Wælwulf” sunął powoli przez bitewne pole to trochę się przeliczył – o ile wcześniej rzeczywiście było tak, że muzyka tej grupy w dużej mierze opierała się na wolnych tempach i bezlitośnie kruszących pochodach, o tyle debiut przedzierżgnął się w opętaną war metalową maszynę. Sporo tu naprawdę szybkich, huraganowych ataków, ale faktem jest też że chwilami kapela zwalnia („Harbringer” czy „Desert of Ash” na przykład). Ogólnie jednak „Death Ordinance” jest bardzo spójnym materiałem, nad którym unosi się cały czas gryząca woń iperytu. Czterdzieści minut to zresztą wystarczający czas trwania, aby przeprowadzić zagładę zwłaszcza osób, które nie są przygotowane na taką dawkę antyhumanizmu (a może nawet nie wiedzą o istnieniu tak skomasowanej, muzycznej nienawiści). Co i rusz wojenne werble nabijają rytm do ataku, a w człowieku gotuje się krew i lada moment gotów chwycić za broń… to jest za pióro… to znaczy, zasiąść do klawiatury i sprokurować peany pochwalne na cześć „Death Ordinance”.

Zdecydowanie jest to jeden z mocniejszych punktów, które ukazały się dotychczas w roku 2017. Ale w przypadku Heresiarch nie sądziłem nawet przez moment, że będzie inaczej.

Ocena: 9/10

Tracklist:

1. Consecrating Fire
2. Storming upon Knaves
3. Harbinger
4. Ruination
5. The Yoke  
6. Iron Harvest
7. Lupine Epoch
8. Righteous Upsurgence
9. Desert of Ash