Hellvetron „Death Scroll of Seven Hells and It’s Infernal Majesties”

Wydawca: Hells Headbangers Records

Jak widać, w Teksasie w wolnych chwilach, poza strzelaniem do gejów i gonieniem za liberałami, mają też inne rozrywki. Znalazło się dwóch śmiałków na ten przykład, którzy zapragnęli grać black metal.

Choć ten black metal to tak nie do końca, bo duet działający pod nazwą Hellvetron udanie połączył czarny metal z metalem zagłady. „Death Scroll Of Seven Hells and It’s Infernal Majesties” to wolny kawał czarciej muzyki o rytualnym zabarwieniu. W tle słychać zawodzenia, wokalista powoli wyrzyguje swoje inkantacje, cała muzyka wyprodukowana zaś jest jakby dźwięk dochodził z mrocznej pieczary pełnej demonów, hehe. Dobra, może przejaskrawiam, jednak debiut Hellvetron naprawdę kojarzy mi się z rytualnym zabarwieniem black/doom metalu, trochę w stylu wczesnego Samael albo wolniejszą wersją naszego Cultes Des Ghoules, ale i jedno i drugie skojarzenie jest bardzo luźne. I właśnie plusem dla Hellvetron jest to, że trudno mi jest ich z kimkolwiek porównać wprost. Tej muzyki zajebiście słucha się głośno, w ciemnym pokoju (wiem, brzmi to jakbym miał czternaście lat i słuchał Darkthrone pod kołdrą, żeby było straszniej), a jak sobie jeszcze ktoś świeczek ponastawia to już w ogóle odlot. Debiut Amerykanów jest dość krótki, przez co nie zdąży się Wam znudzić – wydaje mi się, że gdyby trwał na przykład pięćdziesiąt minut mogłoby się tak wydarzyć. A tak – spodoba się Wam i włączycie „Death Scroll Of Seven Hells and It’s Infernal Majesties” raz jeszcze.

Jak na debiut, jest nieźle. Nie powala, ale słucha się z przyjemnością. Płyta z „dobrym” złym klimatem, godna polecenia.

Ocena: 7,5/10

Tracklist:

1. Sheol – Grave of Supernals
2. Abaddon – Wings of Perdition
3. Titahion – Fouls Eaters of the Clay of Death
4. Bar Shasketh – Fathomless Pit of Destruction
5. Tzalemoth – Shadow of Death
6. Shaari Moth – Ominous Gates of Destruction
7. Gehinnom – Hellwomb of the Impure Hag Queens
Autor

11089 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *