Hellhaim „Slaves of Apocalypse”

Bez wsi. Bez pedalstwa. Po męsku. – tak to określił muzykę Hellhaim osobnik, który podesłał mi rzeczony album do recenzji. I o ile nie zawsze się zgadzamy, to w sumie na heavy metalu zna się on jak mało kto. Czy więc miał rację w tym wypadku?

„Slaves of Apocalypse” to debiut Hellhaim -warszawskiej kapeli, która od niemal dekady rzeźbi sobie w heavy metalowym stylu. Zawsze gdy dostaję materiał polskiej kapeli heavy metalowej to lekko się obawiam, bo niestety często faktycznie nic tylko siąść, płakać i smarkać nosek w żabot. Ale ci kolesie rzeczywiście wiedzą, że nie tędy droga. Debiut, który właśnie opisuje składa się z dziewięciu numerów, gdzie radośnie mieszają się wpływy heavy metalu, amerykańskiego power metalu (czy tam US metalu, jak wolicie), tu i tam zagrzmią potężne echa true metalu, a nawet i speed metalowy wąs się czasem zakręci. Szczęśliwie panowie nie zmitrężyli czasu, który spędzili na komponowaniu – te kawałki mają potencjał do kopania po dupie bo – uwaga – generalnie dostajemy tutaj rasowy heavy metal. I dobrze, bo przecież światowe podziemie ma mnóstwo dobrych kapel parających się tą szlachetną odmianą, a u nas jakoś zawsze coś jest z tymi zespołami nie tak. A Hellhaim na szczęście ominęła zaraza łzawych ballad, klawiszy (tu i tam są, ale fajnie wykorzystane, jak w „Golgotha” na przykład) czy słodkiego patatajowania. Riffy są mocne, choć czasem jakby panowie bawili się konwencją (kurwa mać, czy tylko ja słyszę w okolicach piątej minuty motyw z serialu „Noce i Dnie„?!), nie boją się gitarowych pojedynków, a do tego wokalista ma niezły głos (z jednej strony jeszcze czegoś mi brakuje, ale z drugiej – jak posłucham innych polskich piejców to w tym Hellhaim wypada OK). Może jedynie te niby growle w „Anneliese” by sobie darował, a pomimo tego ten mocno podszyty twórczością Kinga Diamonda kawałek wypada bardzo fajnie. Jednym słowem – pozytywne zaskoczenie jest, choć jeszcze nie aż tak dobrze, żeby mnie z butów miało wyrwać.

Ale panowie są na dobrej ku temu drodze. Rzeczywiście nie przynosi im ten krążek wstydu, tak więc polecam sprawdzenie. Solidny debiut.

Ocena: 7/10

Tracklist:

1. The Vortex Trials
2. Decimator
3. Slaves of Apocalypse
4. Lawless
5. Blackjack
6. Golgotha
7. Anneliese (The Exorcist)
8. Eclipse
9. Ghosts of Salem
Autor

10182 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *