Helleborus “Saprophytic Divinations”

Wydawca: Redefining Darkness Records

Jakoś kilka miesięcy temu ekscytowałem się albumem Vargrav. Z prostego powodu – bo znalazł się na nim doskonały symfoniczny black metal, dokładnie taki, za jakim tęskniłem. Jakiś czas temu z kolei przyszła do mnie płyta zespołu Helleborus. I tu ekscytacji już nie będzie.

Wiecie dlaczego? Bo znajduje się na nim dokładnie taki symfoniczny black metal, jakiego nie lubię. Czyli przede wszystkim – zerżnięty od A do Z od chyba najbardziej znienawidzonego zespołu w historii black metalu, czyli Dimmu Borgir. Tak, „Saprophytic Divinations” to pięćdziesiąt minut black metalu inspirowanego niestety późnymi płytami kapeli, tak mniej więcej od „In Sorte Diaboli” wzwyż. Nie kręci mnie taka muzyka, to fakt i pewnie w tym można też upatrywać źródeł mojej niechęci.

Z drugiej strony, ja lubię kapelę Shagratha, do pewnego momentu byli naprawdę świetnym zespołem. Ale klon świetnego zespołu niekoniecznie musi do mnie przemawiać, szczególnie gdy kopiuje te gorsze już płyty. Symfoniczny, quasi diaboliczny black metal, który podjara tylko tych fanów, którzy mają bądź to niewyrobiony gust i lubią wszystko co black metalowe, bądź to nie lubią zbytniej ekstremy, a przejawi takiej symfoniki traktują jako najwyższe osiągnięcie w muzyce metalowej.  Bo wiecie, wagnerowski rozmach (mimo że Wagnera to może przesłuchali jedynie „Cwałowanie Walkirii” bo najprościej wyszukać w youtube). Generalnie, płyta jakich wiele, a wszystkie podobne do siebie jak sosny w norweskim zimowym lesie. Ja przesłuchałem ją trzy razy i skwitować mogę jedynie – płyta taka jak wszystkie.

Dobra, pięćdziesiąt minut metalu o niczym. Ale może ktoś lubi, byle było metalowo. To już chyba jednak wtedy lepiej sięgnąć po oryginał. A może mi się wydaje? Tak czy siak, słucham i ziewam.

Ocena: 5/10

1. Celestial Grave
2. Alraun Ghost
3. Verum Fidei
4. Devil’s Garden
5. Juniper Shrine
6. Decaying Observer
7. Nocte Amans
8. Blakulla’s Meadow
9. Saprophytic Divinations

 

Autor

12262 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *