Heimdalls Wacht „Ekte Westfäölske Svatte Metal”

 

Wydawca: Heidens Hart Records

Bodaj rok temu z okładem zdarzyło mi się recenzować wcześniejszy album Heimdalls Wacht. Wyraziłem się o nim dość pochlebnie, bo mu się po prostu należało. W przypadku najnowszej płyty Niemiaszków, już tak różowo nie będzie.

 

Na indolencję twórczą panowie nie cierpią, bo wydają swoje płyty dość regularnie. Chociaż – gdybym chciał być złośliwy, a przecież nie jestem – to powiedziałbym, że nie dziwi takie tempo wydawania płyt, bo pomysł na muzykę w przypadku Heimdalls Wacht został już ustalony jakiś czas temu (nie tylko przez muzyków zespołu) . Panowie swój metal opierają o sporą dawkę melodii, częstą zmian tempa i ogromną przebojowość. Zwróciłem już na to uwagę przy recenzji poprzedniego albumu, tu słychać tego jakby więcej. To żaden zarzut, bo dzięki wpadającym w ucho melodiom łatwiej utwór się zapamiętuje, a potem puszcza w kółko – często dla tego jednego momentu. Takie jest odwieczne prawo muzyki. Nie odmówię też ciężaru muzyce Heimdalls Wacht, bo ten jest wyczuwalny praktycznie na każdym kroku. Celowo nie konkretyzuję gatunku jakim para się zespół, bo co bym nie napisał tak naprawdę nie odda tego co możecie usłyszeć. Na pewno główną część mieszanki stanowi black metal, ale jak się przekonacie – jeśli przesłuchacie ten materiał – nie on jeden znajduje się na tej płycie. A teraz moje „ale”. Ogarniecie wszystkiego co się tutaj dzieje z racji długości płyty, może sprawiać w pierwszym momencie problem. Naprawdę sporo tu tego  i mój mały rozumek tego nie obejmuje, przez co wnoszę, że przekroczona została mityczna granica naćkania dźwięków na jeden centymetr sześcienny. Ale może bardziej chłonne umysły strawią ten ponad godzinny materiał bez zająknięcia się czy mrugnięcia okiem. Jako pojedynczych utworów, albo z podziałem na części mogę słuchać tego materiału z powodzeniem. W momencie gdy mam objąć go za jednym objazdem, zaczynam się męczyć. Z poprzednią płytą takich problemów nie miałem.

 

Wniosek może być tylko jeden – jestem już za stary. Generalnie jednak rzecz biorąc – wracając do ważniejszych spraw – myślę że materiał ten znajdzie całkiem sporo grono odbiorców. Ja może tym razem posiedzę z boku, od czasu do czasu dawkując poszczególne utwory.

 Ocena: 7/10

Tracklist:

01. Seelenkrieg
02. Ekte Westfäölske Svatte Metal
03. Unsiälige Kiär
04. Ich bin der Widersacher
05. Geheimbund
06. Der verschüttete Grubenmann
07. Tiwaz – entflammt
08. Die Formulierung des Unformulierten
09. Das Martyrium
10. Ein Ächzen im verlassenen Stollen
11. Exil
12. Alles ist grau
13. Hidden Track
14. Hidden Track

 

Autor

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *