Kontakt z zespołem: najłatwiej pewnie przez fejsbuka

Metal niejedno ma imię i powinniśmy tolerować odmienne podejście do tej muzyki, wszak wszyscy jesteśmy braćmi i wspieramy się nawzajem. Kupujemy płyty i przychodzimy tłumnie na koncerty, tak aby nasi koledzy, którzy potrafią grać (przynajmniej czasem) nie musieli pracować i mogli żyć z muzyki.

 

Dupa tam. Metal ma jedno imię, tylko lustro czasem krzywe.  Hegeroth, który to przesłał mi swoją epkę jakiś czas temu, właśnie potwierdza tę krzywość. Mam ja swoje zdanie na temat używania klawiszy w metalu, ale jeśli robione jest to z głową i nie staje się głównym motorem napędowym tej muzyki mogą przymknąć oko. Hegeroth w tych czterech kawałkach prezentuje taką wersję pośrodku mojej tolerancji. Z jednej strony są one tłem, który dodaje tej „przysłowiowej” atmosfery, a z drugiej strony skutecznie – przykładem pierwszy kawałek od 3:30 – przyprawiają mnie o ból zębów. Albo początek drugiego utworu (chociaż sam kawałek nie jest zły, coś mi przypomina, ale za cholerę nie wiem co). Zawsze twierdziłem, że na granie tego typu muzyki, trzeba mieć dużo kapuchy po to by wynająć sobie na przykład chór, a nie udawać go przez sample i wtyczki do FL. Cała muzyka, którą prezentuje Hegeroth można by zamknąć w szufladce melodyjnej (chociaż też bez przesady) odmiany blacku. Jest ona (muzyka oczywiście) dość schematyczna. W sumie te cztery utwory nieco zlewają się w jedno i brakuje mi odważnego wzięcia się za bary z gatunkiem. Faktem jest, że bardzo łatwo w tym wypadku popaść w kicz (złośliwy twierdzą, że cały ten gatunek to jeden wielki kicz, no ale ja przecież nie jestem złośliwy) ale może warto sprobówać Reasumując:  materiał po prostu odegrany porządnie. Z tego co zdążyłem zauważyć dwóch panów z Mortifer. Coś mi się nazwa kiedyś dawnooo temu obiła o uszy. Jeśli dalej Wam się chce robić muzykę, to ja nie będę przeszkadzał.

 

Podejrzewam, że to nie jest ostatnie słowo powiedziane przez Hegeroth. W sumie z ciekawości posłucham następnego wydawnictwa. Może będą jakieś zmiany. Pokochać nie pokocham, ale za drzwi nie wypierdolę.

Ocena: 5/10

Tracklist:

01. Rot For Me
02. The King of a Morning Star
03. For My Desires
04. Queen of Latex