Heathendom „The Symbolist”

Wydawca: Metal On Metal Records

Oj, przeleżała ta płytka chwile na stosiku do zrecenzowania. Ale bynajmniej nie leżała tam bezczynnie, świnia nie jestem (aż taka, hehe). Codziennie odsłuchiwałem ten materiał, a co lepsze – nie z obowiązku, a z czystych chęci.

Tak, oto i z drugim albumem przyszedł w gościnę grecki znajomy – Heathendom. A wiadomo, gość w dom – flaszka na stół. W tym przypadku może być ouzo. I w takim wspaniałym klimacie rozkoszujemy się „The Symbolist”. A jest czym, uwierzcie mi. Już debiut Greków potrafił zaksakiwać, frapować i wciągać. „The Symbolist” spotęgował te wrażenia. Heathendom, opierając się na heavy metalu spod znaku Kinga Diamonda i epickim doom’ie a’la Candlemass czy Memento Mori (skądś nazwę wszak wzięli, prawda?) stworzyli album skończony. Przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Aranżacje, wokale (oj tak – to są wokale!!!), solówki i klimat. Sposób w jaki Heathendom nam to wszystko podaje ociera się o teatralność, ale bez kiczu, jak to często bywa, gdy metale chcą się wziąć za kulturę wyższą i przerobić ją na metalowy chleb. Zazwyczaj zakalec im z tego wychodzi, a nie taki smakołyk jak u Heathendom. Nie wierzycie, to posłuchajcie „Black Euphoria”, który jest bardzo jaskrawym przykładem tego jak połączyć heavy metalowe granie z teatralno/operetkową stylistyką i nie wyjść na głupka. Bogactwo melodii, harmonii, riffów idzie ramię w ramię z przepychem w sferze wokaliz. Pewnie jakbym miał czas, to bym usiadł i policzył ile różnych dźwięków potrafi wydrzeć ze swego gardła Dimitris. Mógłbym się zaskoczyć. Sam album trwa blisko godzinę, więc słucha się go na wszystkie możliwe sposoby, co chwila znajdując coś nowego, niesłyszanego przy wcześniejszym przesłuchaniu. Coś jak z grzebaniem w antykwariacie, gdzie nad jedną pozycją przechodzicie po kilka razy i przy którymś nagle coś zaskoczy. . I właśnie dlatego tak długi schodziło mi z recenzję „The Symbolist” – jak znam życie, po opisaniu albumu już nie mógłbym go słuchać tak często jakbym sobie tego życzył, hehe.

Teraz z kolei się złapałem, że nie mogę przestać pisać recenzji „The Symbolist”, bo co chwila mam nowy pomysł, o jakim cudeńku z tego krążka jeszcze Wam wspomnieć. Lepiej jednak zrobicie, jak czym prędzej załawicie sobie swoją kopię. Bo ja nowego krążka Heathendom nie oddam za cholerę.

Ocena: 10/10

Tracklist:

1. Endistancement By The Null Position
2. Alternate Sickness
3. The Symbolist
4. My Obedience
5. Black Euphoria
6. Sanctified
7. The Concept Of Reason
8. Die Insane
9. Prescience Of The End
10. An Angel A Demon And A Dying God
Autor

11738 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *