Heathendom „Nescience”

Wydawca: Metal On Metal Records

Miłym jest, że istnieją jeszcze wytwórnie, które, cytując Cypriana Norwida, mają „tak za tak, nie za nie”. Innymi słowy, nie wciskają kitu, licząc, cytując Jacka Kurskiego, że „ciemny lud to kupi”.

Taka konstatacja mnie naszła, gdy porównałem notkę promocyjną debiutu Heathendom z tym, co usłyszałem na „Nescience” po jego odpaleniu. W rzeczonej notce napisano, iż na krążku słychać inspirację twórczością Kinga Diamonda, Candlemass czy Memento Mori. I rzeczywiście, dźwięki na albumie Greków jako żywo przywodzą na myśl dokonania powyższych kapel, a zwłaszcza tego pierwszego pana. Mało tego, nie wiem skąd u takiej młodej formacji zmysł kompozytorski, ale śmiem twierdzić, że nie znam w tym momencie takiego drugiego zespołu, tak doskonale wzorującego się na tymże Duńczyku. Doskonałym przykładem może tu być „Burn” – rozbudowany utwór z chóralnymi zaśpiewami i typowo diamondową nutą w głosie wokalisty. Właściwie, gdyby ktoś podstawił mi ten kawałek z rzeczywistym głosem Króla, to pomyślałbym, że to jakiś zaginiony utwór twórcy „Them”. Z kolei już w następnym utworze w pas kłania się nam Leif Eling i jego Candlemass – wolniejsze tempo, spokojny wstęp i przejście w heavy/doom’ową stylistykę znaną choćby z takiego „Nightfall”. Sporo ciężkich riffów, gdzieniegdzie oszczędne klawisze. Podobnie w „I Bleed”, będącym typową walcowatą doom’ową piosenką a’la Świecznik, z mozolnie odgrywanymi partiami gitar i przeciąganymi frazami Dimitrisa Koutsouvelisa. A w takim utworze numer pięć mamy w ciekawy sposób wykorzystane bongosy – przyznacie, że dość oryginalny instrument jak na kapelę stricte metalową? Smaczków mamy zresztą więcej – ponad ośmiominutowy „Hell Within” zaskakuje nas solówką, która mi osobiście kojarzy się z motywem solowym Briana May’a z „Bohemain Rhapsody”… Ale zapewniam Was, że znajdziecie ich dużo więcej, choćby dlatego, iż cała „Nescience” trwa ponad 52 minuty. Niektórym zapewne może to przeszkadzać, ale uwierzcie mi – czas przelatuje naprawdę szybko i ani trochę mi się ta płyta nie dłuży. Do tego dochodzi niezła okładka i frapujący koncept liryczny całego albumu i macie obraz debiutu Heathendom.

Jeśli czujecie się fanami King Diamond, dodatkowo hołdujecie albumom Candlemass to Grecy nagrali płytę dla Was. Ten wciągający i intrygujący album po prostu musi się znaleźć w Waszej kolekcji. Bo takie debiuty jak „Nescience” nie zdarzają się już dziś niestety zbyt często.

Ocena: 5/6

Tracklist:

1. Oranges & Lemons (Intro)
2. Nescience
3. Burn
4. The Doll House
5. Mirror Of Memories
6. Scenes Of Old
7. I Bleed
8. A Sick Man’s Dreams / Blissful Hell
9. Hell Within
10. War & Pain (bonus track)
Autor

10743 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *