Havarax „No Access To The Divine”

Wydawca: Odium Rex

„Chyce brzytwie i się pochlaszcze” jak to gadał jeden sąsiad. Skubany nigdy tego oczywiście nie uczynił, dzięki czemu monopolowy na moim osiedlu całkiem nieźle sobie radzi. Ale powiedzenie wydaje mi się akuratne do debiutu Havarax.

Bo Havarax, moi mili, gra samobójczy black metal, dość popularną ostatnimi czasy formę przekazu w czarnej sztuce. Wiecie, zawsze mnie interesowało, dlaczego ktoś śpiewa o tym, jak to fajnie jebnąć sobie w łeb, ale rzadko który to w końcu uskuteczni. Nawet Kvarforth to symulant, chociaż zdarza mu się balansować na granicy, przyzna to każdy. A taki Jon z Dissection to nie pieprzył bez sensu tylko się wziął i zajebał. Dobra, ale do rzeczy. Havarax to jednoosobowa kapela, której alfą i omegą jest Francuz o dziwnej ksywie LCR (jest we Francji taka partia trockistowska, ale nie sądzę by to nią mu chodziło, hehe), a recenzowana właśnie „No Access To The Divine” jest debiutem tego pana, jak już rzekłem wcześniej. Włączam krążek i nasłuchuję, co też mnie tu podadzą. No i na dzień dobry mamy krzyk LCR i wolno lejący się zimny riff. Potem wchodzą sample z męczeniem jakiejś kobity, a następnie już klasycznie, jak to w przypadku suicide black metalu. Powoli, nie spieszy się, jakby chcąc odwlec chwilę pociągnięcia żyletką wzdłuż przegubu, LCR wygrywa kolejne dźwięki. Dość przygnębiające, trzeba zaznaczyć. Jednak jeśli większości z Was samobójczy black kojarzy się tylko i wyłącznie z Shining, to musicie trochę zrewidować swoje podejście. W Havarax więcej mamy wpływów Katatonii, niźli na przykład Burzum. Wokal LCR, przesterowany czy co tam z nim zrobiono, pełen braku nadziei, wyśpiewuje kolejne wersy o tym co mu leży na wątrobie, chwilami nawet dość czytelnie. Nieźle mu to wszystko wychodzi, chwilami to się robi nawet mało blackowo, bo taki „The Emptiness Complete” nosi w sobie pokłady, może dziwnie to zabrzmi, totalnie smutnej i dołującej rockowej piosenki. Oczywiście, nie budźcie w sobie nadziei i nie lećcie do radia sprawdzać, czy aby Havarax nie leci na Zetce, bo jednak nadal jest to czarny metal ale z takim właśnie feelengiem. Mamy tu dość dużo melodii, na przykład w bonusowym, niezatytułowanym kawałku numer dziewięć, raczej bez żadnych zawrotnych temp, LCR woli powoli wyżalić się nam do ucha, że tak powiem. Ale to dobrze. Bo „No Access To The Divine” wciąga, a całość kończy się motywem, który mi osobiście przynosi na myśl soundtrack Angello Badalamentiego do „Twin Peaks”. I wchodzi mi bez popitki.

Havarax udanie zadebiutował, płyta najpierw odleżała, co swoje, ale jak już się za nią zabrałem, to szybko odtwarzacza nie opuściła. Bo w głębi serca ja też jestem cierpiącym małym żuczkiem. Ale za żyletkie nie chyce i się nie pochlaszcze. Od tego mam sąsiada.

Ocena: 6,75

Tracklist:

1. Obscure Delusions
2. Utter Faith Into The Negative Vortex
3. Satanic Gutter
4. Embrace The Glowing Darkness
5. Floating Under Arcades Of Fire
6. The Emptiness Complete
7. Beat Up The Ones You Love
8. Unconscious For Eternity
9. No Access To The Divine
Autor

10179 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *