Wydawca: Shadow Kingdom Records

Z dużą dozą ciekawości podszedłem do tego promo. Bo lubię granie w stylu NWOBHM, oczywiście nie mam tysiąca koszulek Angel Witch, niemniej jednak takie gitarowe rzeźbienie sprawia mi dużą przyjemność.

O ile jest poprawnie skomponowane i odegrane. Szczęśliwie u amerykańskiego Haunt wszystko jest na miejscu. EPka z czterema numerami brzmi jakby ją nagrano w 1982 roku. Chwytliwe riffy, niezłe melodie, ciekawy wokal, a przede wszystkim wszystko zagrane z feelingiem. Dawno nie słyszałem tak porządnie skomponowanego materiału w tym gatunku, ostatni zespół który wywarł na mnie tak dobre wrażenie to chyba był Cauldron. Co ciekawe, za Haunt stoi tylko jedna osoba, Trevor Church. Pan Kościółek ma zmysł i smykałkę do komponowania, „Luminous Eyes” bowiem kręci się w odtwarzaczu po kilka razy pod rząd i nie czuję znudzenia ani innych negatywnych oznak. Inna rzecz, że to po proste miłe dla ucha granie. Przemawia do mnie, więc nie ma raczej szans żebym ocenił je źle. Daleko mu do ekstremy, daleko mu do zapełniania olbrzymich hal i supportowania największych gwiazd, ale pewnie i to nie jest celem Haunt.

Cóż, ja namawiam na zapoznanie się z „Luminous Eyes”, specjalnie tych, którzy bez heavy metalowego oldskulu życia nie widzą.

Ocena: 8/10

Tracklist:

1. Luminous Eyes
2. As Fire Burns
3. No Master
4. Fallen Star