Wydawca: Werewolf Promotion

Dziś kolejna płyta z niesłychanie płodnej Werewolf Promotion. Tym razem zespół przywędrował zza zachodniej granicy, zowie się Harm Wulf, a niniejszy krążek zatytułowali „Endzeitnächte”. Czli już wiadomo, że grają black metal.

Nie wiem jak Wy, ale ja mniej więcej już sobie wykoncypowałem po całym okołomuzycznym anturażu, z czym będę miał do czynienia po odpaleniu płyty i wiele się nie pomyliłem. „Endzeitnächte” to pięć czysto black metalowych utworów o fińskim zabarwieniu – czyli brzmienie jest zimne, ale zarazem dość „piaszczyste”, muzycznie zaś kapela nie stroni od melodii, jednak całość ma dość agresywny wydźwięk, rozmywany jednakże przez spokojne, instrumentalne interludia. Wokal – nie jest to typowy debeesemowy wrzask, ani kruk, a dość histeryczne zawodzenie. Problemem dla mnie jest to, że utwory są bardzo homogeniczne, w zasadzie trudno mi je od siebie odróżnić, czemu na pewno nie sprzyja produkcja tego albumu. Nawet cover Dark Fury na końcu niezbyt odstaje od reszty, no może jest trochę żywszy i agresywniejszy, ale oryginału chyba nie znam, więc może to przez to takie wrażenie. Tak sobie to Harm Wulf wykoncypował, a to oni są artystami, a nie ja. Ja mogę tylko łyknąć ten krążek albo i nie i raczej go nie łykam. Lub inaczej – jest mi obojętny, bo jest taki jak masa innych krążków, wydawanych w podobnym stylu.

No nic to, kapela wydała debiut, pewnie przejdzie bez echa, ale tak bywa. Pamiętajmy jednak, że często błyskotliwe kapele zaczynały od przeciętnych albumów, więc nie ma co ich skreślać na starcie.

Ocena: 5/10

Tracklist:

1. Götterdämmerung  
2. Interlude I
3. Wiederkehrendes Grauen  
4. Interlude II
5. Endzeitnächte  
6. Interlude III
7. Unerträgliche Kälte  
8. Interlude IV
9. Sintbrand  
10. Outro
11. Preludium V
12. Young Blood (Dark Fury cover)