Wydawca: Selfmadegod Records

Tyle czasu zwlekałem z tą recenzją. Odkładałem na później, dawałem płycie kolejne szanse. W końcu powiedziałem „dość” i postanowiłem przedstawić Wam słów kilka na temat włoskiego Haemophagus, a konkretniej ich najnowszego krążka „Stream of Shadows”.

Czemu mi tak zeszło? Już spieszę wyjaśniać. Muzyka zawarta na tej płycie nijak nie mogła trafić w mój nastrój. Za każdym razem jak sobie puszczałem „Stream of Shadows”, kręciłem nosem i po paru chwilach znudzenia i ziewania włączałem coś innego. Jest to strasznie nijakie granie. Nie porywa mnie zupełnie, choć gdy wymienię zaraz elementy składowe tej muzyki, to ktoś będzie się miał prawo solidnie zdziwić. Makaroniarze grając death metal z elementami grind. Całość wzbogacona jest o pewnie naleciałości thrash metalowe. Mam sporo skojarzeń z Obituary. Czyli nie powinno być źle. A jednak nie chce mi się słuchać Haemophagus. Mam srogi problem, żeby sobie na raz zaaplikować te trzydzieści pięć minut z haczykiem. Dodatkowo dziwią mnie pewne niezrozumiałe pomysły. Goście potrafią wpierdolić w najmniej spodziewanym momencie jakąś dziwną rzecz. Przykładem niech będzie numer „Meteor Mind”, w którym pod koniec słyszymy saksofon. Nie wiem po co? Na co? Czemu mają służyć takie zabiegi? Ani to nie podnosi atrakcyjności, ani nie dodaje klimatu czy jebnięcia. Sporo na tej płycie jest takich „kwiatków”. Jakaś dziwna solówka, cukierkowa melodyjka.

Ja nie rozumieć! Zapytałbym w wywiadzie o co chodzi, ale nie. Nie mam ochoty.

Ocena: 5/10

Tracklist:

1. Shadowline
2. Tombtown
3. Blastmaniacom!
4. Deranger
5. Meteor Mind
6. Electric Circles in a Yellow Sky
7. Captured from Above
8. Innergetic
9. The Cosmicorpse
10. Infectious Domain
11. Monochrome
12. Unrestrained
13. Twisted Syllables
14. The Darkest Trip