Grimlord „V-Column”

 

Kontakt: Grimlord

Święta za pasem, to i pan bociek kazał miły być, coby szerzyć atmosferę pojednania, bożego cudownego zrodzenia i Galerii Handlowej zawsze dziewicy. Tylko szczerze powiedziawszy, to przy takich płytach ciężko o takie poświęcenie.

 

Krążek ten jest soundtrackiem do filmu, za który jak dobrze zrozumiałem odpowiedzialny jest głównodowodzący Grimlord. Obejrzałem po łebkach, więc zapewne moja ocena będzie niemiarodajna (ironia), ale po pierwsze – ja rozumiem że ma on głównie promować Grimlord i muzykę zespołu, ale naprawdę wkurwia kiedy muzyka, która ma być podkładem do obrazu, staje się od niego ważniejsza. Po drugie, jeśli ten film jest robiony ze sporym przymrużeniem oka – to okej, jeśli na poważnie – to ożeszkurwajacienieżpierdole. A jak muzyka Grimlord? A nijak. Czasem lepiej, czasem gorzej. Sporo tu melodii, kombinowania, nawet parę ciekawych patentów. Nie do końca odpowiada mi co prawda taki misz- masz gatunkowy (łatwiej powiedzieć, czego tu nie ma), ale pewnie swoich słuchaczy to ma. Nie do końca przekonują mnie akustyczne miniaturki i klawisze, no ale ja się przecież nie znam. Myślę jednak, że constans zostanie zachowany. Ci co lubią – i tak już pewnie kupili, a i na koncerty przyjdą, coby muzyków ego podreperować. Ci z kolei, którzy dostają alergii na słowo Grimlord pozostaną w swoim schorzeniu. Ci zaś, którzy szydzą z zespołu… w zasadzie będą robić dalej to samo. Natomiast muszę przypieprzyć się do rzeczy, która kładzie całość. Wokal. Stary, ja pierdolę. Zdaje sobie sprawę z tego, że pewnie rządzisz tym interesem i chłopaki Cię wyrzucić z pozycji wokalisty nie mogą, ale jeśli faktycznie zależy Ci na tym bandzie (niezależnie od tego dlaczego grasz), to poszukajcie sobie kogoś,  komu lepiej wychodzi śpiewanie, czyste śpiewanie i angielski. Symptomatyczny jest już utwór pierwszy. Zaczyna się całkiem fajnym patentem, a potem wchodzi wokal. I koniec. Wstaję i wychodzę. Tematyki się nie czepię wszak pasuje do filmu (albo obraz do niej nie wiem co było pierwsze), chociaż jeden Sabaton nam już chyba wystarczy. A i w ogóle strasznie dziwnie brzmi momentami ta płyta. Płasko i zlewa mi się to.

 

Gdybym chciał całościowo ocenić tę płytę, to średnią psuje wokal. I to bardzo, bo przykrywa pozostałe aspekty Grimlord. Napiszę więc tak. Muzycznie 4/4.5. Przy okazji, wyręczę Was: „Wokalista do zespołu pilne poszukiwany. Ma umieć śpiewać w obcym języku”.

Ocena: 4/4.5 na 10

Tracklist:

01. V- Column

02. Mass Delusions & Hysterias

03. Prolegomena

04. Posthumous Coronation

05. King is Dead

06. Dead Bodies Don’t Swim

07. Faithful Avenger Till The Remainder

08. March Again

09. Superconscious

10. Widerstand 17

 

Autor

3331 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

1 komentarz

  • że wam się w ogóle chciało słuchać i recenzować tych kołtunów:D za wysoka nota!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *