Graveworm “Collateral Defect”

Wydawca: Massacre Records

Będę dzisiaj łagodny, chociaż to nie dzień dziecka. Są takie zespoły w przypadku których nie trzeba słuchać nowej płyty, żeby napisać recenzję. Bo wiadomo, że graj± to co grali. Niektórym daje się  za takie płyty 10/10. W przypadku innych zwiesza się głowę mówiąc ze zrezygnowaniem “znowu to samo”. I Graveworm należy do tej drugiej grupy zespołów. Smutne, ale prawdziwe.

Ja osobiście lubię Graveworm za dwie sprawy, które tak naprawdę nie są ich, ale mają w nich jakiś udział. Zawiłe? Już wyjaśniam. Pierwsza to okładka “As The Angels Reach The Beauty” autorstwa Luisa Royo, którego prywatnie uwielbiam. Druga to cover R.E.M. “Losing my religion”, który wyszedł Włochom, ale mam wrażenie, że zawiesili sobie tak wysoko poprzeczkę jeśli chodzi o coverowanie, że niemożliwe jest jej przeskoczenie. Ale o tym zaraz. Jeśli jest jeszcze ktoś na tym świecie kto nie wie co od 92 roku gra Graveworm (chociaż tak nie do końca od samego początku), to informuję. Black metal z klawiszami. Można powiedzieć o nich, ubodzy krewni Cradle Of Filth i Dimmu Borgir. A patrząc na sukcesy obu wspomnianych zespołów, to bardzo ubodzy. To taka rodzina, o której się nie wspomina. Kiedy nagrali cover Żelaznej Dziewicy “Fear of the Dark”, “znawcy” metalu zarzekali się, że to Kredki, bo tak przecież mają podpisaną mp3. I mieli trochę racji, gdyż parę lat temu, Graveworm kopiował Anglików. Potem zespół bądź co bądź z drugiej ligi grania, podpisał kontrakt z Nuclear Blast i…  nie wiele się zmieniło. Coś tam próbowali kombinować, ale mam wrażenie, że dobrze im w takim dołku, jaki sobie wykopali.Teraz grają pod skrzydłami Massacre Records i dalej nuda.  Sama muzyka to nic oryginalnego. Szybko, klawisze. Wolno, klawisze dla odmiany bardziej patetyczne.  Riffy ograne do bólu na poprzednich płytach. I wokal “Stefka” Fiori, brzmiący jak kopia Daniego w śmiesznych butach. Słucham sobie tej płyty, dłubię w nosie i nadchodzi 7 utwór. Jako, że nie chciało mi się spojrzeć na rozpiskę, to się zdziwiłem. Pierwsze dźwięki znajome… W oryginale trochę szybciej… Kurwa. Włosi zrobili cover Bonnie Tyler – “Holding out for a Hero” (nie wiem czemu na płycie jest inaczej zatytułowany). I połamali się na tym, wydawałoby się prostym, popowym utworze. Brakło pomysłu i ognia z oryginału. Może czas sobie już dać spokój z robieniem coverów.

Tak teraz do mnie doszło, że to trzeci zespół z Włoch, który ostatnio opisuję. ¦lepy los? W porównaniu do dwóch poprzednich, Graveworm jedzie z tyłu peletonu. I nawet branie dopingu nie pozwoli zespołowi zbliżyć się do czołówki. Mam wrażenie, że zespół zatrzymał się w miejscu i drepta sobie. Czas już może, odłożyć gitary na bok.

Ocena: 4/10

Tracklist:

01. Reflections
02. Bloodwork
03. Touch of Hate
04. Suicide Code
05. The Day I Die
06. Fragile Side
07. I Need a Hero (Bonnie Tyler cover)
08. Out of Clouds
09. Scars of Sorrow
10. Memories
Autor

3825 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *