Gospel of the Horns „Ceremonial Conjuration”

Wydawca: Invictus Productions

Kurwa, straszne zamieszanie z tym zespołem. A to się niby rozpadli, a tu nagle wyskakują z nową Epką i nawet jakieś koncerty grają. Popieprzone to wszystko. Ale diabli chuj w dupę malkontentom – cóż to za muzyka!

Gospel Of The Horns to kapela, która w moje gusta trafia idealnie, a potwierdza to swoim najnowszym materiałem „Ceremonial Conjuration”. Od pierwszego pierdolnięcia w bębny, które rozpoczyna „Sorcery & Blood” czuję, że Australijczycy nie wezmą nikogo w jasyr – Ci, którzy zetknęli się z tym minialbumem zostaną poszatkowani, a ich członki posypane siarką i solą. Nie wiem, jak inni, którzy mają „Ceremonial Conjuration” w swoich zbiorach, ale ja dziczeję za każdym razem, gdy odpalam ten materiał. W tym momencie weszło właśnie „Awakening”, a mi głowa chce odpaść od permanentnego napierdalania. Gospel Of The Horns nagrało kawał totalnego metalu, który powinien być wzorem dla wszystkich mówiących o swojej muzyce „gramy metal kurwa”. „Ceremonial Conjuration” powinno zostać odlane w koziej spermie, zamrożone i złożone w Sevres jako oficjalna miara metalu. Ten minialbum to esencja, iluminacja i desakralizacja w jednym. To metal czystego sortu, bez wyraźnego podziału na gatunki i wpływy. To Gospel Of The Horns.

Trudno jest tak spuszczać się nad jakimś krążkiem i nie popadać w rzucanie zbędnymi truizmami, więc kończę już te wywody. „Ceremonial Conjuration” musi, po prostu musi, znaleźć się na Waszych półkach!

Ocena: 10/10

Tracklist:

1. Sorcery and Blood
2. Awakening
3. Ceremonial Conjuration
4. Conquering Self
5. The Fog (Goatlord cover)
Autor

11089 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

5 komentarzy

  • Muza nudna i tyle w temacie. Bardziej pasuje mi chaos tworzony przez Michaela W Forda. Esencją black metalu, dla mnie jest drugi album Dark Funeral „Vobisum”, i debiut Setherial.

  • Z nudów to cię chyba starzy poczęli, i tyle w temacie….Z dupy te porównania do DF. i S, bo trzeba być całkowicie upośledzonym słuchowo aby nie dostrzec że muzyka Gospel… przesiąknięta jest trashem, a nie jakiś skandynawskim nudnym blackiem do którego się odwołujesz. Napisałem esencja metalu a nie black metalu to po pierwsze bo Gospel to nie black , a po drugie aby udowodnić ci iż mam rację to popatrz co porobiło się zespołów które wymieniasz,co sobą dziś reprezentują ich członkowie. Banda pajaców goniąca za kasą, polewająca się sztuczną krwią ku uciesze nastoletnich fanów…i popatrz na panów z Gospel Of The Horns chłopcze (ich koncerty zmiatają ze sceny DF i S. w jednej chwili) i nie pierdol głupot bo nie rozumiesz ani odrobinę co miałem na myśli pisząc o nich esencja metalu !

  • Czytając co napisałeś wnioskuję, że sam młody jesteś. Świadczy o tym Twój prostaki język jak i fakt, że nie pojmujesz co to jest własna opinia. Nie musisz się ze mną zgadzać, ale pohamuj się w rzucaniu inwektyw.

  • W więc źle wnioskujesz chłopcze…i nie ty będziesz decydował co do języka jakim się posługuję. Najpierw pojmij czym to jest BM jako gatunek muzyczny a dopiero potem zabieraj głos bo po prostu bredzisz w temacie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *