Wydawca: Ván Records

Słyszeliście już nazwę Goath? Goście pochodzą z Niemiec i właśnie wypluli swój debiutancki krążek zatytułowany „Luciferian Goath Ritual”.

Myślę, że już te pierwsze dwa zdania utwierdziły Was w przekonaniu, że niniejsza recenzja nie będzie traktować o metalu progresywnym z elementami trip hopu lub o post elektro neofolku. Nie. Tym Drogi Czytelniku Goath się nie interesuje. Rzekłbym nawet, że na takie gatunki muzyczne to nasi sąsiedzi reagują odruchem wymiotnym lub zaciśniętą pięścią. „Luciferian Goath Ritual” to czterdzieści minut z niewielkim haczykiem profesjonalnego prania po genitaliach za pomocą skarpety obciążonej kulą do biliarda. Taki właśnie black / death mi leży… Albo leżałby, gdyby nie jedno „ale”. Po takim stylu muzycznym oczekuje się (a przynajmniej ja oczekuje) bezkompromisowego napierdalania w szybkich tempach od samego początku do końca. Bez przerw, bez wytchnienia. Mistrzowie tej sztuki wiedzą, o co chodzi. Tu mi tego trochę brakuje. Są jakieś „prześwity” w tej muzyce. Niby wszystko gra jak powinno. Ba, są nawet hiciory. Np. „Retaliation”. Myślę, że na gigu wielbicieli weisswursta są szanse na niekiepski chórek fanów. Nie zmienia to faktu, że nieraz czuję się podczas odsłuchu tak, jakby ktoś wsypał piachu w dobrze naoliwioną maszynę. Zaskrzypi, zawyje, zwolni, ale dalej będzie pracować…

Ja daję jednak Niemcom kredyt zaufania. Może trochę inaczej wyobrażam sobie black / death, ale to już jest moja broszka. Płyta warta sprawdzenia.

Ocena 7,5/10

Tracklist:

1. All Became Nothing  
2. Blasphemous Supremacy  
3. Retaliation  
4. Solitudinem  
5. Into Nihil  
6. Necromantic Ways  
7. Resurrection of the Light Bearer  
8. The Hunt, the Instinct  
9. Enter the Temple  
10. Under Death’s Shadow