Gnida „S.Y.F.”

Wydawca: Defense Records

Jako, że dotychczas nie za bardzo interesowała mnie twórczość tego zespołu po dramatycznym koncercie jakiego byłem świadkiem, chyba na trasie z Hate, to nawet nie wiedziałem, że ktoś wznowił ich debiut.

No Gnida się wówczas nie popisała w Rzeszowie czym zniechęciła mnie totalnie. Ale jak płyta przyszła to ja jestem recenzentem i mam obowiązki recenzenckie. „S.Y.F.” oryginalnie ukazał się w 2012 roku i chyba przeszedł dość bez echa. Nie wróżę ale może się mylę. Całość trwa kwadrans i co prawda nie ma tragedii, ale też na myśl przychodzi mi sporo innych, lepszych zespołów z gatunku brutal death / grind. A tu jest tak: gitary mielą, perkusja nakurwia, wokal sobie charczy. Gdzieś tam się głowa machnie, noga tupnie, a czasem nie. Gdzieś tam wtrynią sampel, a gdzieś indziej nie. Mam wrażenie, jakby twórcy Gnidy dążyli do stworzenia najbardziej oklepanego z możliwych zespołu grindowego. I co gorsza wychodzi im to całkiem nieźle, ot paradoks. W mojej opinii na tym albumie nie ma pierdolnięcia. Jest zaś namacalny dowód, że piętnaście minut może czasem ciągnąć się w nieskończoność – podobnie jak na egzaminie ustnymm gdy nie znacie pytań, albo gdy nagle zostajecie z ex w jednym pomieszczeniu. No po prosto chcecie by się skończyło, bo czujecie dyskomfort. Tak mam z Gnidą.

Wznowieniom ocen nie wystawiam, ale myślę że z powyższej recenzji jasno wynika, czy polecam ten krążek czy nie.

Tracklist:

1. Rapture
2. Sick Creation
3. Blinded by Methyl
4. Devastated
5. Bud Bomber
6. Antibiotic Existence
7. Masochistic Anal-gram
8. S.Y.F. (Sturdy Yawping Faeces)
9. Place of Torment
10. Salivation
11. Need Weed
12. Pukemon
13. Vommy Tommy (The Ballad of Tommy Talamanca)
14. Deathday
Fucking Whore
Autor

9688 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *