Gloria Morti „Eryx”

Wydawca: Cyclone Empire Records

Album do recenzji dostałem, to trzeba go ocenić (a praca magisterska sama się napisze i obroni). Najlepiej obiektywnie (aham…). No, na tyle na ile to możliwe, hehe (no, już lepiej i bardziej zgodnie z prawdą).

Ani o Gloria Morti, ani o Cyclone Records nigdy nie słyszałem. Analizę płyty zacząłem od rzucenia okiem (nawet oboma na raz) na okładkę (skojarzenie: „Volcano” Satyricon), potem na fotkę zespołu (skojarzenie: miliony kapel metalcore’owych). A potem włączyłem „Eryx” i dostałem po twarzy (gębie, ciulu!) melodyjnym death/black metalem (choć sami nazywają to „extreme melodic metal”). I jeśli miałbym po tym pierwszym kawałku miałbym ocenić całość, to podczas ewentualnej wizyty w rodzinnym mieście kapeli (Heinola, czy jakoś tak) mógłbym dostać po gębie (znowu?), ale od znajomych Gloria Mortis, za wystawienie niepochlebnej recenzji. Na szczęście dla kwintetu na płycie znajduje się jeszcze dziesięć kolejnych numerów. I one podnoszą ocenę tej płycie, bo w sumie taki „Until the Wretched Whimper”, jak i dwa kolejne mają szybkie tempo, niezły driver i w gruncie rzeczy są dobre, bo potrafią kopnąć w jądra. Wspomniany wyżej utwór kojarzy mi się z (z dupą, bo mi się wszystko z dupą kojarzy!) Behemoth, oczywiście jeśli przyjąć, iż Nergal nagrał go na kacu, niewyspany po trzydniowej zmianie w Biedronce. No bo aż tak mocarne jak u ekipy z Pomorza, to to nie jest. Ale źle też nie jest, bo noga sama rytm wytupuje. „Eryx” śmierdzi mi też trochę stylem w jakim porusza się Zyklon (choć z drugiej strony jakbym kiedy powąchał cyklon to bym teraz tego raczej nie napisał). I wcale nie dlatego (choć pewnie też), że Destructhor udziela się gościnnie w „Sands of Hinnom” (o czym nie omieszkali wspomnieć na promocyjnej notce). Chwilami Gloria Morti cechuje się podobną rytmiką do jego zespołu, choć u nich akurat jest więcej melodii. Właśnie (oho, zaczyna się). Nie wiem po jaki chuj zespołowi klawisze. O ile jeszcze w takim „Prophet of Eosphorus” mogę je zrozumieć, bo kawałek jest wolny, to w tych szybszych momentach instrument Jenni (bo tak się nazywa pani klawiszówka) uważam za zbędny, bo (bo jeśli chłopcy potrzebują poobcować z kobietą to znam milsze okazje) zmniejszają one stopień brutalności w przekazie Gloria Morti. No ale poza tymi nieszczęsnymi klawiszami jest w sumie ok – wokale dobre, produkcja dobra, to i ocena dobra.

„Eryx” to niezły album, z pewnymi minusami (laska po piwo, klawisze na strych!), jednak przy odpowiedniej (czytaj: nachalnej) promocji trafić może on do kilku zainteresowanych osób. Choć pewnie nie szybko zobaczę naszywki Gloria Morti na plecakach dziatwy szkolnej…

Ocena: 7/10

Tracklist:

1. Deathstream (Anthologies of Lifestream)
2. Until the Wretched Whimper
3. Phoenix Caged in Flesh
4. Evermorose
5. Prophet of Eosphorus
6. Synthetic Eden
7. The Origins of Sin
8. The Djinnwhisperer
9. Sands of Hinnom
Autor

10993 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *