Gallileous „Equideus”

Wydawca: Redrum666 Records

Ta płyta leżała i czekała na taką pogodę. Gdybym był prezenterem telewizyjnym rzekłbym może nawet coś mądrego, jak na przykład „Ostatnie jak dotąd wydawnictwo Gallielous łaknęło wprost tej aury jak kania dżdżu…”

Tak, weterani polskiej sceny doom metalowej wypuścili jakiś czas temu epkę zatytułowaną „Equideus”. Odleżała ona sporo, ale rozumiecie – gdy laski na zewnątrz świecą dekoltami, a spódniczki mają tak krótkie, że wargi widać – wówczas nie czas na zadumę spod znaku Gallielous. Ale gdy spadł deszcz, leje i leje – oto i nadszedł ich czas. Lekki, akustyczny wstęp, kojarzyć się może raczej z jakimś średniowiecznym brzdękaniem, ale potem, niczym fala powodziowa, przybiera na sile masywne gitarowanie. W tle majaczą lekko podniosłe, efemeryczne klawisze – zresztą cały krążek ma taki właśnie nastrój. Zresztą – doom z gatunku tych bardziej majestatycznych, w którym to akurat najlepiej czują się muzycy z Wodzisławia Śląskiego – cechuje się takimi sennymi i długaśnymi kompozycjami. Bo trzeba zaznaczyć, że najkrótszy kawałek trwa siedem i pół minuty. Kapela zmieniła oczywiście w pewnym sensie swoje oblicze w porównaniu z tym z okresu „Passio Et Mors…” i zapewne zmiana ta ma zarówno swoich zwolenników jak i przeciwników. Wczesny Gallileous był zdecydowanie bardziej cięższym, skomasowanym tworem, teraz stawia się zaś na podniosłość kompozycji i ich przestrzenne rozbudowanie. Ponadto sama muzyka wydaje mi się również jakby bardziej melodyjna, a zarazem pełna zadumy i melancholii. Do tego dochodzą solówki, z których kilka jest naprawdę wybornych. I tak fajnie sobie płynie – jasne, że jak ktoś w ogóle tej stylistyki nie łyka, to Gallileous go zanudzi. Jednak niżej podpisany nie ma problemu z taką stylistyką, więc może spokojnie zarekomendować Wam „Equideus”, zwłaszcza, że jesień już za pasem.

Nie ma w naszym kraju wielu zespołów podobnych do Gallileous. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Ale wiem jedno – dobrze, że Gallileous powstał z martwych i dalej tworzy. Bo takich rzeczy jak „Equideus” przyjemnie czasem posłuchać,

Ocena: 7,5/10

Tracklist:

1. Arias Paganus
2. Equideus
3. Sun’s Crypt
4. Unholy Grail
5. The Fourth Knight of Revelation (Rotting Christ cover)
6. I’ll Revenge
Autor

10093 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *