Funeral Mist „Hekatomb”

Wydawca: Norma Evangelium Diaboli

Czekaliście na nowy Funeral Mist? Ja tak. Może nie z ręką w gaciach, bo już powoli zaczynałem tracić nadzieję, że następca „Maranatha” kiedykolwiek ujrzy światło dziennie. Ale jest. Jak zwykle niespodziewanie… I co ja mam napisać?

Dalej jestem nieco skonsternowany. Zacznę może w następujący sposób. Są zespoły, od których wymaga się więcej niż od innych. Są tacy muzycy, którzy popełnili w przeszłości dzieło (czy dzieła) wybitne i słuchacz wręcz żąda od nich stworzenia czegoś, na podobnym poziomie. Ale świat nie stoi w miejscu. Wszystko idzie do przodu. I co z tego wynika? Niestety pewne rozczarowanie „Hekatomb”… Żeby nakreślić Wam moją wizję, napiszę najpierw, że „Maranatha” to dla mnie genialna płyta, a jej poprzedniczki to znakomite dzieła, które w konsekwencji doprowadziły do powstania tego black metalowego majstersztyku. Problem jednak z Funeral Mist mam jeden: Arioszy w Marduk. On tam ma całkiem sporo do gadania w kwestii twórczości, w wyniku czego wielokrotnie przemycał na płyty Marduka swoje patenty. I co z tego wynikło? A wynikły płyty takie jak „Wormwood” czy „Frontschwein”, które są niejako fuzją stylu Marduka i Funeral Mist. Dlatego „Hekatomb” nie zrobiło na mnie tak wielkiego wrażenia, bo mnie po prostu nie zaskoczyło. Za dużo osłuchałem się pewnych (niemniej jednak genialnych) patentów na płytach Marduk, żeby mnie teraz z butów wyrwało. Nie zmienia to faktu, że „Hekatomb” to znakomita płyta. Choćby taki kawałek jak „Naught but Death” rozpoczynający się bardzo nietypowym riffem, przechodzący w marszowy tryb i zakończony przezajebistym zwolnieniem. Albo „Cockatrice”, który wyróżniają „kosmiczne” plamy klawiszy i spora doza chaosu, który te elektroniczne dźwięki próbują jakoś poukładać. Niestety rozczarowuje trochę końcówka płyty. Wcześniej zawsze było tam coś, co nie pozwoliło zapomnieć o muzyce. Coś, co sprawiło, że człowiek wciskał „play” ponownie, nawet się nad tym nie zastanawiając. Przywołam choćby „Anti-Flesh Nimbus”… Tu tego brakuje. Koniec płyty jakby rozpływa się w nicości.

I to by było na tyle. Płyta jak na Funeral Mist jest raczej pewnym rozczarowaniem, niemniej jednak geniusz Ariocha klasyfikuje ją i tak w czołówce tego roku.

Ocena: 8/10

Tracklist:

1. In Nomine Domini
2. Naught but Death
3. Shedding Skin
4. Cockatrice
5. Metamorphosis
6. Within the Without
7. Hosanna
8. Pallor Mortis
Autor

674 tekstów dla Chaos Vault

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *