Fördärv „Between the Eternities”

Fördärv Between the EternitiesWydawca: Nigredo Productions

Krzepi serca fakt, że są na świecie kapele, które zamiast jakichś chujowych bazgrołów sięgają po bardziej wysublimowaną sztukę i na okładkę wrzucą na przykład reprodukcję Beksińskiego. Od razu człowiek przychylniej podchodzi do płyty.

Ale i bez tego nie jest źle w przypadku szwedzkiego Fördärv, zwłąszcza dla maniaków starego dobrego Darkthrone – z czasu, gdy jeszcze nie w głowie im było wesołe granie. Tak, echa „Panzerfaust” czy „Transilvanian Hunger” odbijają się tu głośnym echem, jak pierdnięcie na podziemnym parkingu. Szwedzi natomiast wzorują się na nich aż miło – tym milej, że im to wychodzi akurat. Surowe, zimne i wściekłe gitary, produkcja a’la 1995 rok, nawet same kompozycje trącą uroczą black metalową myszką, hehe… A jeszcze jak zalecą gdzieś echa Bathory z ery „Under the Sign of Black Mark” to już w ogóle brzmi niezmiernie zajebiście. Możliwe, że do Fördärv przyklei się etykietka „gramy jak Fenriz”, ale mnie tam to nie przeszkadza – grają swoje w dobry sposób. Nawet nie wie człowiek kiedy mu czterdzieści minut mija. Starą Norwegią wieje na kilometr, dlatego też nie widzę przeszkód, by powracać co jakiś czas do „Between the Eternities”. 

W czasach, gdy black metal brzmi coraz dziwniej czasem dobrze posłuchać czegoś prostego, do bólu ogranego, ale jednak kłującego serduszko lodowym sztyletem.

Ocena: 7,5/10

Tracklist:

1. Legions of Death  
2. Taedium Vitae  
3. Putre Factio  
4. Darkness of the Eternal Winter  
5. Embracing the Endless  
6. As Life Turns Black…

 

Autor

11177 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *