Forbidden „Omega Wave”

Wydawca: Nuclear Blast Records

Jasna cholera, no nie tego się spodziewałem. Szczerze mówiąc, to czuję się lekko nacięty, a tego nie lubię. Bo każdy kto patrzy na okładkę „Omega Wave” myśli sobie, że oto kwintet powrócił do korzeni i końca lat osiemdziesiątych.

A tu Forbidden ani myśli wracać gdziekolwiek. Słuchając ich najnowszego opusu dochodzę do wniosku, iż chcą się, za przeproszeniem, rozwijać.Po trzynastu latach milczenia, zamiast wrócić i skopać nam dupy thrash metalem oni przychodzą i… i tyle w zasadzie. Szczerze mówiąc to „Omega Wave” nie posiada nawet zbyt wiele thrash metalu. Wiem, że kapela zawsze uwielbiała Judas Priest, wszak te covery nie wzięły się znikąd, ale żeby nagrywać album, który mi nieodparcie kojarzy się z solowymi dokonaniami Halforda tudzież płytami judas’ów wydanymi w okresie „Jugulator” wzwyż? Tak dziś brzmi Forbidden. Posłuchajcie „Swine”, zrozumiecie o czym mówię. Russ zawsze miał barwę głosu zbliżoną do Roba (czasem nawet bliźniaczo podobną), teraz to wszystko jest jeszcze bardziej wyraźne. Gorzko brzmią moje słowa, zwłaszcza, że lubię taką muzykę, ale ja naprawdę spodziewałem się na „Omega Wave” thrash metalu. A w takim „Dragging My Casket” dostaję melodię zalatującą mi z kolei solowymi albumami Dickinsona. Za cholerę nie wiem, dlaczego mam takie skojarzenia. Okej, w „Hopenosis” mamy już trochę bardziej thrash metalowe grzanie, ale też bez przesady. Mimo wszystko jest to chyba najlepszy kawałek na najnowszej płycie Forbidden… Kurwa, problem mam, bo z jednej strony nie jest to złe, całkiem ciekawe, ale do mnie jednak nie przemawia to jako Forbidden, co innego gdybym dostał taką płytę od nieznanego mi zespołu. Nie cenię sobie najwyżej ich dwóch wcześniejszych krążków, więc to może przez to. Zbyt wiele na „Omega Wave” melodii, zbyt mało pieprznięcia. Zwykłaego metalowego pieprznięcia. Muzyczne wygibasy wylewają się chwilami na podłogę, ale jakoś nie robi to na mnie wrażenia. Na dwójce były i wygibasy i thrash metalowa moc. Tutaj tego brak. Jest zbyt grzecznie, nie ma pazuta, a nie na taki powrót Forbidden czekałem. I to ostatnie zdanie chodzi mi po głowie przez całą godzinę, jaką trwa „Omega Wave”.

Truizm: nie jeden zespół pociąłby się za wydanie płyty takiej jak „Omega Wave”. Fakt: to nie jest thrash metal. Truizm: to i tak jest dobra muzyka. Fakt: to jest dobra muzyka, ale jestem i tak rozczarowany.

Ocena: 6/10

Tracklist:

1. Alpha Century
2. Forsaken at the Gates
3. Overthrow
4. Adapt or Die
5. Swine
6. Chatter
7. Dragging My Casket
8. Hopenosis
9. Immortal Wounds
10. Behind the Mask
11. Inhuman Race
12. Omega Wave
Autor

11248 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *