Fäulnis „Gehirn zwischen Wahn und Sinn”

Wydawca: Karge Welten Kunstverlag

Czego bardziej się boicie? Przejść przez las czy przez nieznaną Wam aglomerację miejską? Bo oto trafiła mi się kapela, która pokazuje, że obecnie zło czai się w betonie.

W życiu wcześniej nie słyszałem o Fäulnis. Aż tu nagle trafiła mi się ich płyta „Gehirn zwischen Wahn und Sinn”. Puściłem ją sobie raz, drugi, trzeci… i mnie wzięło. Na pierwszy rzut ucha mamy tu klasyczny black metal dla samobójców. Jednak im dłużej go słucham i im dłużej przeglądam sobie booklet (i przypominam sobie cokolwiek z niemieckiego, by poczytać sobie liryki) tym bardziej Fäulnis mnie frapuje. Cholera, Niemcy wykreowali naprawdę wyalienowaną, schizofreniczną atmosferę. Jeżeli krążyliście kiedyś po obcym mieście, trafiając na przeludnione dworce, bijące chłodem ulice, wystawiając się na podejrzliwie patrzące, nieobecne oczy, to już wiecie jak się czuję słuchając „Gehirn zwischen Wahn und Sinn”. Fryce dobrze opanowali umiejętność balansowania nastrojem i klimatem w swojej twórczości. Jest tu trochę szybszych fragmentów, będących podkładem do wykrzyczenia swojej frustracji i rozpaczy, ale jednak więcej tu spokojniejszych momentów. W tych najwolniejszych partiach Fäulnis ociera się wręcz o doom metalowe partie, zwłaszcza jeśli posłuchamy pracy bębniarza. A jeśli dodamy do tego kilka efektów (odgłosy sikania, wymiotowania, kroki w korytarzu) to naprawdę można poczuć tą atmosferę pustki i beznadziei. Z drugiej strony nie wszyscy jednak muszą to tak odbierać i nie wszystkim „Gehirn zwischen Wahn und Sinn” musi podejść, a zważając na czas trwania – ta płyta może ich nawet znudzić. Mnie jednak kupili. Kto wie, może coś z moją głową jest nie tak, hehe…

Reasumując, nie wiem, czy strach przed aglomeracją ma jakąś nazwę, ale zdaje mi się, że drugi krążek Niemców może jedynie tą fobię pogłębić. Warto posłuchać…

Ocena: 8/10

Tracklist:

1. MorgenGrauen
2. Angstzustand
3. Kopfkrieg
4. Weiße Wände
5. Landgang
6. Trümmer
7. Spiegel, Splitter, Schrott
8. Weltuntergang folgt
Autor

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *