Fanisk „Insularum”

 

Wydawca: Darker Than Black

Nowy Rok równa się nowe zespoły i płyty. Takie to już jest to odwieczne prawo natury. I ja sobie życzę takich krążków jak „Insularum” przez cały ten rok sporo.

 

Fanisk to projekt, który do tej pory nie był mi znany, a przynajmniej  jego nazwa nie wryła się w moją, mocno już osłabioną, pamięć. To trzeci krążek zespołu tworzonego przez dwóch Amerykanów. Jeśli wcześnie płyty są równie dobre jak ta, to tylko wypada mi pogratulować pomysłu i umiejętności. Na „Insularum” składają się trzy utwory, które zamykają się w niespełna 49 minutach. Nie zaczyna się jednak ten album specjalnie ciekawie. Tu coś wieje, tam coś gadają. Pierwsze, gitarowe dźwięki – miarowo i jakoś tak bez przekonania. Ale potem naprawdę zaczyna się dziać. Nie chcę popaść w banał, ale Fanisk doskonale wie jak stworzyć klimat, podniosły i nie bójmy się użyć słowa – epicki. Zdarzyło się Wam na pewno widzieć przy opisie jakiejś kapeli określenie „atmospheric” i robić podśmiechujki – sam tak robię. W przypadku jednak Fanisk nie ma się co śmiać, a dodatkowo –  doskonale oddaje ono to czego możecie się spodziewać. A nawet nieco więcej. To oczywiście tylko moje zdanie, ale możecie się pod nim spokojnie podpisać. Muzyka zespołu dzięki klawiszowo – samplowym elementom jest wielowymiarowa. Istotnym elementem obrazu Fanisk jest black metal – raczej w szybkich, lub średnich tempach -, który to jednak nie pozostaje jakoś sztywno w ramach gatunku, potrafiąc – jeśli trzeba – płynąć w nieco bardziej progresywne rejony. Panowie zasłuchują się też chyba w muzyce klasycznej, a przynajmniej w niektórych momentach, to co słyszymy daje nam jasne znaki, aby tak stwierdzić. Zarzut to żaden, chociaż temat grząski i łatwo się na takiej „klasyczności” w muzyce metalowej wypierdolić. Przykładów aż nadto. Sporo słychać na tej płycie pomysłów, które wydają się być inspiracjami starszych i doświadczonych kolegów. Celowo nie wymieniam, ale myślę że problemów z rozpoznaniem być nie powinno. Na sam koniec powiem tak. Podoba mi się koncepcja oszczędnych wokali.

 

Ale ale… o kurcze… Oni chyba są Enesami. To nie wiem… nie wolno ich słuchać, bo to chyba karalne w tym kraju? Zostaliście ostrzeżeni, he he. A poważniej. Płyta od 1 stycznia leży w Darker Than Black. Brać nie gadać. Ja jestem zauroczony.

 

Ocena: 8.5/10

Tracklist:
01. Departure Rose Golden
02. Enantiodromia
03. Arrival Lotus Black

 

Autor

3307 tekstów dla Chaos Vault

Cyniczny i złośliwy chuj. Od zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *