Faeces „Upstream”

Z nazwą Faeces już się chyba dane mi było spotkać, chyba nawet dwukrotnie i to zawsze na splitach. Teraz przyszła kolej na duży album zespołu zatytułowany „Upstream”.

Jakoś nie zapadli mi jedynie w pamięć wówczas, jedyne co pamiętam to fakt, iż ich death metal był mocno połamany pod względem technicznym. Ale teraz to już panowie przeszli samych siebie chyba, bo „Upstream” zmiany tempa, smaczki a nawet jazzowe wstawki to chleb powszedni. Muzyka na nowym krążku Faeces jest naprawdę porządnie skomplikowana jak na death metal. Mówią Wam coś nazwy Cynic, Atheist albo późny Death? No to jesteśmy w domu. Albo chociaż w przedsionku, bo klasa mimo wszystko jeszcze nie ta co wspomnianych herosów. Ale słucha się tej płyty bez bólu zębów – jazzowe zajawki nawet całkiem fajnie wypadają, basowy motyw w „Revolution Is Now” wypada wręcz zajebiście, prawie jak w swingu, heh. A skoro już o basie, to styl gry Michała przywodzi na myśl technikę Steve’a DiGiorgio. I może chwilami zespół zbyt zapędza się w słodkawe melodie, niektóre wręcz karykaturalnie, vide: „Springtime”. Ale ogólnie słychać, że muzycy Faeces warsztatowo naprawdę mogą się czym pochwalić, a i zmysł kompozycjyny u nich nie kuleje. Takie kawałki jak numer tytułowy są naprawdę nieźle przemyślane. Co prawda chwilami jeszcze zdarzają się momenty po prostu lekko przynudzające, ale jakoś wspólnymi siłami można je przeżyć. Oczywiście jeśli ktoś nastawia się w tym momencie na ultra rzeźniczą muzykę może się srogo zawieść – już nie te czasy, kiedy Słomniczanie nie znali umiaru. I dobrze, bo moim zdaniem obecne wcielenie jest o wiele bardziej interesujące.

Porządnie się Faeces rozbujało jak na moje ucho i jest to pierwszy ich materiał, o którym mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że mi się podoba. Fajne granie z pomysłem.

Ocena: 7/10

Tracklist:

1. Red Sun Empire
2. Revolution Is Now
3. Perfectly Indifferent
4. Upstream
5. Probe In Ass
6. Absolute
7. Spiritual Dimension Of Defecation
8. Springtime
9. Holocaust
10. Ignorance
Autor

11176 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *