Ezurate „An Ending to Revelations”

Wydawca: Rotting Corpse Records

Następna kapela, o której słysz pierwszy raz. Zresztą pewnie nie tylko ja. No ale dobra, wszak moja babcia zawsze mówi, że trzeba poznawać nowe rzeczy. Ciekawe tylko, czy Ezurate przypadłoby jej do gustu, hehe

Ezurate pochodzi z juesej, a „An Ending To Revelations” to już czwarty album tych blackowców. Choć równie dobrze może to być ich piąty krążek, bo Ezurate za jednym razem nagrało dwa krążki. Dziwne. Ale trzymajmy się wersji, że „An Ending To Revelations” jest czwóreczką. Żeby było jeszcze śmieszniej, to tylko jeden numer jest względnie nowy, bo z 2006 roku („Black Angels Rising”), reszta zaś pochodzi z lat 93 – 96. Ok, przejdźmy do płyty i zacznijmy od ewidentnych minusów, coby za słodko od razu nie było. Okładka – chuja na niej widać, to znaczy nie dosłownie, po prostu do dupy jest, hehe. Dwa – fotki, które są tak tragiczne, że chyba je podeślę jednemu znajomemu Dziadowi Borowemu. Najśmieszniej wygląda basista – jak clown, z mejkapem i fryzurą a’la bracia Molędowie (wiecie, Ci co mogą wszystko). Dobra, przejdźmy do muzyki Ezurate. Kurwa, sam nie wiem, ale zdaje mi się, że raczej nieźle chłopcy grają. No, czarny metal śmierdzący w dużym stopniu Marduk, wyprodukowany też bez zarzutu. No prawie, bo wkurwia mnie werbel, brzmiący jak plastikowa butelka. Kompozycyjnie nie ma tu fajerwerków, ale i do żenady, czy muzycznej grafomanii jednak brakuje. Zwłaszcza, że amerykańskie kapele black metalowe, to akurat inna bajka, niźli pochodzące z USA death’owe monstra. Ale Ezurate radzi sobie i nawet niegłupio to im wychodzi, bo „An Ending To Revelations” jest płytą dość zróżnicowaną. Mamy tu szybkie utwory na szwedzką mardukowo – setherialową modłę, jak „Emperor Of Evil Has Won”, a także wolniejsze momenty w poszczególnych utworach. I właściwie wszystko byłoby cycuś, z tym, że po wyłączeniu płyty absolutnie żaden fragment nie został mi w pamięci. A to już trochę odejmuje powabu tej płycie i jest na jej niekorzyść.

Ezurate okazał się typowym przedstawicielem USBM. Mało oryginalności, ale posłuchać można. Zwłaszcza fani szwedzkiej szkoły mogą kilka razy sięgnąć po ten krążek. Z tym, że na pewno nie będą tego robili tak często jak w przypadku takiego „Plague Angel”.

Ocena: 6,25/10

Tracklist:

1. Black Angels Rising
2. Damnation
3. Whispering Sorrows
4. Congregation of Evil
5. At the Shade of The Dark Weeping Cypressess
6. Darkest Immolation
7. Blackness of Night
8. Black Prayer
9. Born Unto Sin
10. Emperor of Evil Has Won
Autor

11074 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *