Eyefear – „The Unseen”

Wydawca: Dockyard 1 Records

Ostatnimi czasy trafiła do mnie bardzo dobra płyta prosto z Australii, zawierająca muzykę, o sympatię do której nawet byście mnie nie posądzili. No ale takie życie, cały czas nas zaskakuje. I byle tylko w taki sposób nas zaskakiwało, a nie „Miłego dnia w szkole, skarbie. Acha – Twój tatuś to gej!”. Hehe…

Kapela ta to Eyefear. Już ich kiedyś recenzowałem. Grają progresywny heavy metal. Śmiejcie się, mi się to naprawdę podoba. Jeśli nie pamiętacie do czego porównywałem ich przy okazji wcześniejszego albumu, już śpieszę z przypomnieniem – Queensryche, Dickinson… Ci pierwsi głównie z powodu brzmienia, sposobu budowania kompozycji. Z tym, że w porównaniu do wcześniejszego „A World Full Of Grey” sound jest bardziej mięsisty, witalny, jakby cięższy. Krótko mówiąc – lepszy. Same kompozycje nabrały też jakby bardziej metalowego sznytu. Taki tytułowy „The Unseen”, albo „From Darkness Till Dawn” po wycięciu klawiszy spokojnie mogłyby znaleźć się na którejś z solowych płyt Halforda. Zadziorne, ale i nie pozbawione jakiegoś takiego patetyzmu, głównie dzięki partiom parapetu. Ten instrument pełni na czwartym krążku Eyefear ważną rolę, ale tym razem się to chwali, bo zespół wykorzystuje umiejętności keyboardzisty Sammy’ego rozważnie, z głową, nie zapędzając się w przesadne słodzenie czy jakąś festyniarską papkę. Same utwory są zróżnicowane, charakteryzują się odpowiednim ciężarem, ale i melodyką. Mamy też sporo miejsca na popisy solowe, tak gitarzystów, jak i klawiszowa (jego solo w „Confessions” – palce lizać, niczym wyjęte z „Tarot Woman” Rainbow!). Osobną sprawą jest wokal Danny’ego Cecati – jedna z lepszych „imitacji” Bruce’a Dickinsona jaką słyszałem w moim krótkim dwudziestoczteroletnim życiu. Do przeżycia jest nawet sentymentalna ballada „Wasting Away (Alone)”, oparta tylko o jego wokal przy akompaniamencie klawiszy. Oczywiście jakby jej nie było to nie uroniłbym raczej łezki, ale zęby przy niej nie bolą, więc jest ok. Może okładka trochę zbyt nowoczesna jak na mój gust, poprzedni album był ozdobiony o wiele lepszym front coverem, ale to już szczegół.

Eyefear nagrało płytę, której chce mi się słuchać. No bo jeśli taki cham i prostak jak ja zachwyca się jakimż progresywnym heavy, to musi coś w tym być, nie? Zwłaszcza, że przecież mi za to nie płacą…

Ocena: 5/6

Tracklist:

1. Hypnosis (intro)
2. Illusions
3. Bridge To The Past
4. The Unseen
5. Always Reasons
6. Wasting Away (Alone)
7. From Darkness Till Dawn
8. Confessions
9. A Clouded Mind









Autor

11357 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *