Exorcist  Utterances of Going Forth by DayDługo, bardzo długo robił się im ten debiut, nie ma co, hehe… Ale wiadomo, że często pewne rzeczy muszą dojrzeć i swoje odleżeć, żeby je docenić. Tak jak „Utterances of Going Forth by Day” stołecznego Exorcist.

Młodszym wyjaśnię, że Exorcist to kapela która działała na przełomie systemów – uważam, że trzeba o tym napomknąć, bo dzisiejsi młodociani metalowcy to na wyrywki znają składy jakichś trzecioligowych kataniarzy, a o tym co było dobre w Polsce jakoś nie wiedzą. Ok, na okładce groby i od razu wiemy, że Exorcist będzie nawiązywał do swojej twórczości z „Voices From the Graves”. I faktycznie, od pierwszego dźwięku Warszawiacy częstują nas ostrym jak brzytwa speed/thrash metalem. Kurna, mało kto dziś gra w tak miły, archaiczny sposób. Bo ta płyta trąci myszką – nie ma tu usilnego unowocześniania swoich dźwięków, a hołdowanie ósmej dekadzie, w metalu najlepszej. I świetnie, bo sprawdza się to znakomicie – doskonałe, szybkie riffy tną powietrze i trafiają w punkt – tak ma brzmieć speed/thrash metal. Zastanawiałem się jak wypadnie wokal Tymka (abstrahując od tego, że on pewnie to zaśpiewałby wszystko) – ale jest dobrze. Nie jest to na siłę ublackowione, więc jest dobrze i wypada naturalnie. Utwory nowe jak i te odświeżone bardzo ładnie się nam tu zgrywają i w zasadzie nie tak łatwo byłoby odróżnić, które z nich powstały niemal trzydzieści lat temu. Wśród nich mamy też trochę bardziej epicki (a przynajmniej fragmentami), podzielony na dwie części „1410”, z samplem z „Krzyżaków” (to nie pierwsze użycie tego filmu w ten sposób, więc może „Krzyżacy” wrócą wśród młodzieży do łask, hehe). I tylko jeden zgrzyt – kończący cały album „Three Battalions”. Niby zespół twierdzi że to bonus, ale jaki z tego bonus, skoro następuje zaraz po wszystkich numerach, bez żadnej większej przerwy. Kawałek ten jest, w mojej opinii, po prostu strasznie infantylny i sprawia wrażenie, jakby Exorcist chciał na niego złapać zastępy fanów Sabaton (z którym muzycznie nawet może się kojarzyć), co to będą mogły powiedzieć panu od historii, że znają taki zespół metalowy co to śpiewał o „Powstaniu Warszawskim”. Ale już ciul z tematyką, cały numer jest po prostu obciachowy i niszczy mi całościowy odbiór krążka. A byłoby tak pięknie, gdyby „Utterances of Going Forth by Day” kończyło się na ostatnim wrzasku Tymka w „The Last Deacon”…

Cóż, jeśli po prostu będziecie pamiętać o wyłączaniu płyty po ósmym kawałku – będziecie wpiekłowzięci. Jeśli się zapomnicie, mina Wam zrzednie. Ja pamiętam i dlatego ten krążek się mnie podobuje.

Ocena: 8/10

Tracklist:

1. Nun’s Sabbath
2. Gates of Hell
3. The Wind
4. After the North Winds
5. Resurrection
6. 1410 Prolog – Before the Battle
7. 1410 Epilog – Two Naked Swords
8. The Last Deacon
9. Three Battalions