Wydawca: Dark Descent Records

Dla wielu to pewnie już zamierzchła historia, ale dawno temu działało sobie takie pismo jak „Thrash’em All”. Ostatni etap działania tego periodyku charakteryzował się tym, że do każdego numeru dołączano po dwie pełne płyty CD. A pierwszą kapelą dołączoną w ten sposób było właśnie Excommunion (oraz słowacki band).

I co by nie mówić o Kmiołku z tym Excommunion to trafił bardzo dobrze, szkoda tylko że wieść o tej kapeli zaginęła na długie lata. Wtem, jak diabeł z pudełka czy inny Filip z konopi informacja, że panowie nagrywają kolejny krążek. Pysznie, zwłaszcza że materiał ukazał się dzięki Dark Descent Records – wytwórni, która naprawdę nie daje dupy. „Thronosis” tylko potwierdza postawioną przeze mnie tezę – Amerykanie zaserwowali nam kawał potężnego death metalu. Wiele kapel łączy wpływy Incantation czy Morbid Angel, ale niewiele osiąga w tym takie mistrzostwo jak Excommunion. Jeśli miałbym porównać ten album do poprzednika – „Superion” brzmiał bardziej surowo, „Thronosis” zaś ma sound jak jebana apokalipsa – potężne partie bębnów, gitary kruszące mury oraz wokal wydostający się wprost z samych trzewi piekła. Rozpiętość stosowanych szybkości zadowala mnie całkowicie (choć nie wiem który raz już się nad tym rozwodzę) – od wolniejszych fragmentów po szybkie i pędzące przed siebie jak lawina, a w obu tych opcjach Excommunion wypada znakomicie. Cała płyta nie trwa długo, bo mniej niż pół godziny, ale że znajdziemy na niej tylko cztery tracki to możecie sobie wyrobić wyobrażenie na temat tej muzyki. W moim przypadku Amerykanie wpisali się idealnie w oczekiwania – takiego albumu po nich się spodziewałem.

Wiem też, że ten rok obfituje w bardzo dobre płyty death metalowe, jednak zaniechanie zaopatrzenia się w „Thronosis” będzie skutkowało smuteczkiem w śmierćmetalowym serduszku. Nie dopuśćcie do tego. Excommunion dostaje moją pełną rekomendację.

Ocena: 8/10

Tracklist:

1. Twilight of Eschaton
2. Nemesis
3. World Crucifier
4. Blessed Is the Epoch of Darkness and Strife