Evile „Enter the Grave”

Wydawca: Earache Records

Wielka Brytania jakoś nigdy nie była znana z powodu thrash metalowych kapel. Jasne, był Venom, Onslaught, ale to byłoby za mało, by mówić o brytyjskiej szkole thrash metalu, tak jak ma to miejsce odnośnie RFN czy USA. Niemniej jednak czterech muzyków z Evile (swoją drogą niezbyt trafiona ta nazwa) zupełnie się tym nie przejmuje, a może nawet pragnie to zmienić, wydając debiutancki album „Enter The Grave”. I to pod skrzydłami nie byle kogo, bo Earache Records.

W ogóle to kwartet z Anglii musi strasznie psioczyć na los, że nie przyszli na świat dwie dekady wcześniej. Mieliby prawdopodobnie lepszy start wpisując się w święcący wówczas tryumf nurt thrashu. No bo kto dziś lubi takie archaiczne granie, bez loopów, klawiszy, rapowanego tekstu i innych takich? Jasne że, ja, hehe, ale żarty na bok, bo „Enter The Grave” to kawał niezłego thrashowego łomotu. Nic odkrywczego, ale jednak wypas, jak dla mnie. Aż chciałoby się wskoczyć w obcisłe gaciochy i bielutkie Reeboki. Evile częstuje nas wyraźnymi wpływami Zatoki San Francisco i wczesnych dokonań zespołów wywodzących się z rzeczonej Bay Area. Słyszymy tu więc i Metallicę z debiutu, i wczesny Testament i Exodus i całą resztę „tych wielkich”. Chłopcy czerpią z twórczości tych kapel pełnymi garściami, dobrze łącząc poszczególne patenty, dzięki czemu wyszedł im całkiem niezły album. No bo mamy tu wszystko, czego trzeba dobrej, klasycznej thrashowej płycie – szybkie, ostre riffy w takich kawałkach jak „Armoured Assault” bądź „Thrasher”, czy też trochę wolniejsze, rytmiczne utwory, że przytoczę w tym miejscu takie „Bathe In Blood”. Do tego dochodzą solówki, które może nie powalają wyrafinowaniem, ale i ujmy gitarzystom nie przynoszą. Ot, taki standardzik, rzekłbym. Wypada jeszcze wspomnieć o produkcji, w końcu nie bez kozery Earache dużą czcionką napisało na kopercie „Produced By Flemming Rasmussen”. Owszem, chodzi o producenta takich monumentów jak „Ride The Lighting” czy „Master Of Puppets”, więc chyba sami rozumiecie – jak tu się przyczepić do brzmienia? W ogóle poza nazwą (chyba, że ma ona jakieś ukryte znaczenie, o którym nie wiem), nie ma się do czego przyczepić.

Evile nagrało płytę spokojnie wpisującą się w standardy gatunku i mam dziwne wrażenie, że dokonało tego bez zbędnego wysiłku. Nie wiem tylko, czy wśród tych dziesięciu utworów zawartych na „Enter The Grave” znajdą się perełki na miarę „Whiplash” czy „Alone In The Dark”? No ale z drugiej strony, czy każda dobra (i raczej nic ponadto) płyta musi zawierać same ponadczasowe hity? Myślę, że w przypadku Evile wystarczy na razie tych dziesięć kawałków, a zobaczymy co przyniosą następne krążki.

Ocena: 8/10

Tracklist:

1. Enter the Grave
2. Thrasher
3. First Blood
4. Man Against Machine
5. Burned Alive
6. Killer from the Deep
7. We Who Are About to Die
8. Schizophrenia
9. Bathe in Blood
10. Armoured Assault
Autor

10982 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *