Evil God „The Deeds of the Antichrist”

Wydawca: Negativity Records

Szyld tej kapeli można rozpatrywać dwojako: albo jest to arcyciekawy oksymoron, dotykający istoty pojmowania tego, czym dla wielu osób jest bóg w aspekcie czynów dokonywanych w jego imieniu albo po prostu głupia grafomania.

Evil God, bo o nich mowa to chyba kwartet. Piszę, „chyba” bo nigdzie w booklecie nie podano składu zespołu. Recenzowane właśnie demo „Deeds of The Antichrist” składa się z trzech kawałków i introsa, czyli jak na tą formę – optymalnej ilości muzyki, która to zamyka się w ramach technicznego death metalu. Dosyć ta łatka umowna, ale mniej więcej wyczerpuje zawartość krążka. Dodałbym do tego ewentualnie pewne black metalowe naleciałości z uwagi na pojawiające się gdzie niegdzie klawisze. Trudno określić jakieś jednoznaczne inspiracje, których moglibyśmy się dosłuchać na krążku Evil God, bowiem dosyć swobodnie mieszają oni ze sobą różne wpływy. Z jednej strony słychać tu nawiązania do Death czy Atheist, z drugiej jednakże pobrzmiewają echa Morbid Angel czy Nocturnus (Ci z kolei to może przez te klawisze mi się tak kojarzą). Trzy kawałki różnią się także względem szybkości, bo zamykający całość „Sleep of The Damned” jest znacznie wolniejszy od dwóch pozostałych. Niemało to więc połamanych riffów, lekko wykręconych melodii i solówek. Okej, pogadałem chwilę o muzyce, teraz jak to generalnie brzmi? Cóż, jest dobrze, zwłaszcza, że jak już wspomniałem, trudno mi znaleźć na nich jakiegoś konkretnego haka na zasadzie „Ha! To brzmi jak …!” Jedynym problemem jest może to, że z uwagi na wysoki stopień kombinowania płyta może być dla niektórych ciężej przyswajalna, ale bez jakichś drastycznych problemów.

Jak na początek, jest dobrze. I nic ponadto. W środku widnieje adnotacja, że w tym roku należy się spodziewać debiutanckiego album Evil God, zobaczymy więc co na nim zaprezentują.

Ocena: 6,75/10

Tracklist:

1. Intro / Dissociative Fugue State
2. Malignant Narcissist
3. Sleeping Sickness
Autor

11165 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *