Entropia „Vacuum”

Wydawca: Arachnophobia Records

Entropia… Muszę przyznać, że dotychczas ich muzyka jakoś mi nie siedziała. Debiut moim zdaniem był mocno średni, drugi album już zdecydowanie lepszy, ale wciąż nie wywoływał u mnie żadnych impulsów, abym do niego częściej powracał. Aż nastało „Vacuum”.

I ktoś nam podmienił Entropie. W miejsce dobrego, ale nie wybijającego się zespołu z postmetalowego gatunku dostaliśmy kapelę, która – w moim odczuciu – stworzyła album wizjonerski. Pierwsze sygnały ku temu dobiegły mnie, gdy supportowali w Krakowie Gold i zaprezentowali nowe numery. Stałem jak wryty. Oczarowany. Ale wciąż z rezerwą podchodziłem do tej kapeli. Aż ich promo wylądowało u mnie i jest najczęściej granym krążkiem w moim skromnym domostwie. Pierwsze co przychodzi do głowy podczas odsłuchu „Vacuum” to trans i kosmos – można nagrać piętnastominutowy utwór, który zassie Was jak tytułowa próżnia. Co dziwne, a przy najmniej u mnie nie spotykane – te numery mają cholernie taneczny groove, o czym przekonałem się live. Do takiego „Poison” czy kawałka tytułowego można się najzwyczajniej w świecie gibać. Przez zdecydowaną większość trwania tej płyty można się tak gibać i odpływać wraz z dźwiękami generowanymi przez Entropię. Od czasu do czasu natomiast dać się wgnieść w ziemię ultra ciężkimi sludge’owymi zwolnieniami. Z kolei podczas takiego „Hollow” uderzamy w bardziej post black metalowe rejony. I też jest bardzo dobrze. W sporej mierze jest to też płyta instrumentalna, wokale wchodzą raczej z rzadka – czyste, rozwrzeszczane, normalnie nie przepadam za nimi, u Entropii jakoś idealnie pasują do całości. Bo to jest, moim zdaniem, płyta skończona, do której nie można już nic dodać.

Jako, że jest to jedno z ostatnich wydawnictw Arachnophobia Records rzec mogę tylko jedno. Rację miał premier Miller, ze prawdziwego mężczyznę poznaje się po tym, jak kończy. Brawo Krzyśku, za kolejny brylant z logiem Wszechpotężnej.

Ocena: 10/10

Tracklist:

1. Poison
2. Wisdom
3. Astral
4. Vacuum
5. Hollow
6. Endure
Autor

10170 tekstów dla Chaos Vault

Sarkazm mu ojcem, ironia matką i jak większość bękartów jest nielubiany. W życiu nie trzymał instrumentu w ręku, więc teraz wyżywa się na muzykach. W obiektywizm recenzencki wierzy w takim samym stopniu jak we wniebowstąpienie, świętych obcowanie i grzechów odpuszczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *