Wydawca: Hellthrasher Productions

Zbierali się panowie trochę za ten debiut, aż myślałem iż ich EPka z 2012 roku była takim chwilowym wystrzałem, niczym flara w pieczarze – szybko zgasła i znów zapadł mrok. Choć akurat przyznam, że mrok nadszedł dopiero z „Engulfed in Obscurity”.

Turecki kwartet para się bowiem death metalem, ale nie jakimś tam wesołkowatym, czy technicznym czy jeszcze jakimś innym. Nie. Tutaj dostarczono nam dziewięć utworów, które nie zredefiniowały moim zdaniem poglądu na muzyczne inspiracje tego zespołu. Każdy bowiem raczej wyczuwa w tej muzyce dusznego, smolistego ducha Incantation – przede wszystkim. Doskonała mieszanka szybkich ataków po których następują wolne, mordercze zwolnienia, w których słuchacz brodzi powoli jak we wciągających go ruchomych piaskach. Im wolniej panowie grają, tym głębiej schodzimy, a w uszach pobrzmiewa nam cholernie niski growl Serkana – wychodzę z założenia więc, że on siedzi jeszcze niżej od nas. I tak w zasadzie przez cały album. No właśnie – jedynym, ale dość poważnym mankamentem tego albumu, jest czas jego trwania. Pięćdziesiąt minut to dla mnie za dużo, szczególnie że muzyka Engulfed nie jest wybitnie zróżnicowana, w związku z tym czasem mam konfuzję, w jakim momencie albumu znajduję się obecnie. Jednak tak naprawdę to można złożyć i na karb na przykład tego, że nieuważnie słucham – ktoś przecież może wysunąć taki zarzut, jeszcze jak! A przecież nie będzie to wina ziomków Aliego Agcy.

Reasumując – przez te pięć lat z Engulfed wcale nie ubyło mocy. Wciąż jest to bardzo dobre granie, zwłaszcza jeśli wałkujecie „Onward to Golgotha” dzień w dzień.

Ocena: 8/10

Tracklist:

1. Escalation of Darkness
2. The Halls of Grim Eternity  
3. Conqueror from Beyond the Outer Gates  
4. Engulfed in Obscurity  
5. Invocation of Death and Misery  
6. Demonic Manifest of Devastation  
7. Inseminated with Demon Seed  
8. Mayhemic Flames of Doom  
9. The Blackened Skies